Featured

piątek, 2 grudnia 2016

M Brush by Maxineczka pędzel do makijażu 02

Dzisiejszy wpis jest kontynuacją postów dotyczących pędzli od Maxineczki :)
Już od jakiegoś czasu zaczęłam kolekcjonować wysokiej klasy pędzelki. W tym właśnie te od Asi :) Zależy mi głównie na wysokiej jakości włosia. W tym przypadku cena nie ma znaczenia. Włosie ma być niebywale miękkie, delikatne. Kształtem ma odpowiadać moim wytycznym. Koniecznie musi nadawać się dla cer wrażliwych ze skłonnością do zaczerwień. Trzonek nie musi być długi, czym krótszy tym lepiej, ale za krótki też nie może być ;) Oczywiście to są moje wymogi, każda z Was może mieć inne :)

Pędzel 02 przede wszystkim ma mi służyć do konturowania twarzy, a także do blendowania konturu,  takie było moje założenie nabywając 02. Jakby ktoś pytał ja swój model kupiłam na www.mintishop.pl za cenę 139,90 zł (plus przesyłka). Podczas użytkowania zauważyłam, że wypadł z niego raptem jeden włosek, co jest absolutnie normalną rzeczą przy tego typu pędzlach. Produkty do konturowania nakłada się nim bardzo sprawnie, miło, przyjemnie :) Nic Nas w twarz nie kłuje, nie trze. Włosie jest niebywale miękkie, jedwabiste, delikatne, wręcz idealne do cer ekstremalnie wrażliwych, naczynkowych. Tutaj mamy pewność, że Nasza buzia nie będzie 'porysowana', zdecydowanie nie mamy do czynienia ze "szczotą".  Pędzel został wykonany z wysokiej jakości włosia, i to się chwali. Dla mnie wrażliwca jest to ogromnie istotna kwestia, czy włosie mogłoby mi w  jakikolwiek sposób podrażnić cerę. Wystarczy, że na co dzień muszę niezwykle subtelnie dbać o buzie by nie zrobić jej krzywdy. Makijaż ma mi sprawiać przyjemność, satysfakcję, a żeby tak było nie tylko kolorówka, ale i akcesoria odgrywają tutaj kluczową rolę. Dlatego ja stawiam na jakość, nie na ilość. Wolę mieć kilkanaście pędzli wysokopółkowych z cudownym włosiem niżeli 100 z tandetnym, kłującym, drapiącym czymś...

Pędzelek myję mydełkiem od beautyblendera. Bez problemu wszystko domywa. Czasami na włosię nakładam odżywkę lub maseczkę, odczekuje ok. 30 min i zmywam letnią wodą. Pędzelek wkładam do siateczki i susze na ręczniku. O to cała filozofia mycia pędzelka :) Po wyjęciu pędzelka z siateczki włoski mam pięknie ułożone, pędzelek w dalszym ciągu ma swój pierwotny kształt i wciąż można się nim cieszyć :) 
Być może któraś z Was mnie zapyta, czy zdecyduję się na zakup innych pędzli od Maxineczki? Zdecydowanie tak :) Uważam, że każda z Nas ceniąca sobie cudowne naturalne włosie powinna chociaż jeden pędzelek kupić.

Kochani, słyszeliście, że Maxineczka wypuści na PL rynek 7 nowych pędzelków? Ponoć ok. 15 grudnia powinny być już dostępne w sklepie online (www.mintishop.pl). Polujecie na jakiś model? :)

Pozdrawiam
Ania


sobota, 17 września 2016

Charlotte Tilbury, Filmstar Bronze & Glow




O kosmetykach Charlotte Tilbury w sieci aż wrze ;) Mnóstwo pozytywnych opinii można przeczytać na temat produktu Filmstar Bronze & Glow. Bardzo długo biłam się z myślami, czy go kupić. Wolałabym go przed zakupem zmacać, aby ostatecznie zdecydować się na jego wybór. Ale jak to zrobić kiedy nie mieszka się za granicą i nie mamy możliwości dotknąć, wypróbować zainteresowany produkt? Ciężka sprawa, prawda?... Zostaje więc opcja 'zakupy w ciemno' i podgląd na swatche/filmiki w sieci.


Zdecydowałam się wydać nie małą kwotę na "Filmstar Bronze & Glow". Nie mała, bo aż 350,00 zł.
Czy pożałowałam wydanych pieniędzy? Przekonacie się nieco niżej ;)


Opakowanie bronzero-rozświetlacza jest bajeranckie. Wzbudziło we mnie zachwyt. Dla mnie jest cudowne, bajeczne, nieprzesadzone :) Trafia w 100 % w mój gust :)
Posiada w środku lusterko, a na nim w górnym rogu z prawej strony mamy przesłodką białą gwiazdkę <3



 
Kolory obu produktów są nasycone, łatwo z nimi przedobrzyć. Kiedy pierwszy raz nałożyłam bronzer, czułam, że trochę przegięłam. Musiałam więc wziąć duży zbity pędzel i rozblendować całość do momentu kiedy stwierdziłam, że mogę 'z tym czymś' wyjść :D Ha ha ;)
Myślałam, że ilość, którą nałożyłam była stosunkowo niewielka, ale się pomyliłam :D
Bronzer nie ma tendencji do robienia plam, zacieków, smug. Z łatwością daje się rozblendować :) Osobiście używam go jako bronzer do ocieplania twarzy, a nie jako produkt do konturowania, zresztą nawet nie jest do tego przeznaczony. Musicie się liczyć z tym, że nie posiada w sobie ani krzty chłodnych tonów, wyraźnie są one ciepłe... Wstawiam Wam zdjęcie porównawcze. 




Po lewej stronie jest Charlotte Tilbury, a z prawej mamy The Balm Bahama Mama. Różnica jest kolosalna, prawda? Widać, że Charlotte ma bardzo specyficzny kolor i tak naprawdę z dużym powodzeniem możemy go zastosować w formie różu.
Jeśli chodzi o rozświetlacz przypomina mi Mary Lou z The Balm. Z tym, że jest to jego łagodniejsza wersja. Daje przepiękne rozświetlenie przy czym nie wyglądamy tandetnie. Widzę w nim drobinki, ale z pewnością nie jest to brokat. Tak samo jak bronzer nadmiar z łatwością można usunąć. Kolor  jest szampański. Wydaje mi się, że i ciepłym i zimnym tonom będzie w nim do twarzy.


Te oto duo w moim odczuciu z powodzeniem możemy stosować na dzień jak i na wieczór, raczej nie wyrządzimy sobie nim krzywdy. Oczywiście intensywność sami musimy sobie dopasować. Co kto lubi.
Wydajność powala, ciężko będzie mi go zużyć np. w ciągu roku. Raczej będzie to niemożliwe. Na szczęście nie muszę się z tym spieszyć, bo ważny jest 30 miesięcy od otwarcia. 
Bronzer nakładam pędzlem od Maxineczki w numerze 02 (zakupiłam go w MintiShopie). Bardzo dobrze się nim aplikuje bronzery, produkty do konturowania, z łatwością blenduje. Więcej na jego temat będzie w osobnej recenzji.   
Nie żałuję zakupu, aczkolwiek spodziewałam się bronzera bardziej brązowego niż czegoś z różowymi podtonami :P
Z pewnością go zużyję, bez przymusu, a z chęcią :)
P.S Ponoć jest to najlepiej sprzedający się kosmetyk od Charlotte ;)

Życzę miłej niedzieli :)
Pozdrawiam
Ania









wtorek, 9 sierpnia 2016

Smashbox, Pędzel do makijażu twarzy Halo Highlighting Wand Gold - moje pierwsze wrażenia/odczucia

Od jakiegoś czasu poszukuję nowego rozświetlacza do twarzy w płynie/kremie. Nie chciałam  znowu zaopatrywać się w rozświetlacz w kamieniu, tym razem zależało mi na mokrej wersji.
Słyszałam pozytywne opinie na temat nowego rozświetlacza w pędzlu od firmy Smashbox. Mój stosunek do tej firmy jest sceptyczny, ale mimo to będąc w Sephorze poprosiłam o próbkę nowości w kolorze PEARL (mamy jeszcze do wyboru kolor gold).

Źródło: www.sephora.pl 


Dlaczego wybrałam kolor PEARL? Ponieważ wbrew pozorom nie jest tak ciepły jak GOLD.
Odcień PEARL ma różowe podtony czego niestety nie udało mi się złapać na zdjęciach. 
Rozświetlacz bardzo dobrze się sprawuje na kościach jarzmowych, łuku kupidyna, brodzie, a nawet i  czole (tutaj wystarczy minimalna ilość by tylko lekko zaznaczyć czoło). Nie ma większego znaczenia, czy kładziemy go na wybrane przez siebie partie przed nałożeniem podkładu, a może zaraz na niego, ewentualnie na przypudrowaną twarz, bo i tak można go nałożyć... Nie wałkuje się, nie roluje, nie kruszy. Zastyga, wysycha i dzięki temu cały dzień jest w nałożonych miejscach, nie migruje po twarzy. 


Zdecydowanie wygląda jak Nasz naturalny glow, nie jest to efekt typowej tafli (mam tu na myśli ekstremalnie mocnego błysku). W dobrze zaaplikowanych miejscach podkreśli Nasze atuty przy tym wygląda bajecznie :)
Możemy też go użyć na całą twarz, wystarczy minimalną ilość zmieszać z podkładem na dłoni. W tej opcji  też się sprawdza wyśmienicie, szczególnie pięknie to wygląda wieczorami (w sztucznym świetle). Na dzień preferuję u siebie podkreślić wybrane partie twarzy.

Czy zdecyduje się na zakup pełnowymiarowego opakowania?
Noo... Powiem szczerze, że tego to jeszcze nie wiem. produkt mnie w pełni satysfakcjonuje, ale ' pooglądam sobie jeszcze inne 'mokre' rozświetlacze w chłodnych odcieniach.
A może Wy możecie mi coś polecić? Oczywiście coś sprawdzonego dla alergika :P

Miłego wieczorku :)
Pozdrawiam
Ania


środa, 3 sierpnia 2016

Jeffree Star, Velour Liquid Lipstick - Matowa pomadka do ust





Jest to moja pierwsza matowa pomadka od Jeffree Star. Dla zainteresowanych zamówiłam ją na stronie www.glowstore.pl za kwotę 89,90 zł. Niestety z tego co się dowiedziałam, owy sklep już nie będzie miał na stanie tych pomadek. Producent stwierdził, że nie chce już ich wysyłać do PL :(
Ogromna szkoda...
Polowałam na tą pomadkę dosyć długi czas. Nie byłam zdecydowana co do koloru. Nie chciałam zaopatrywać się w bardzo ciemne odcień, gdyż bałam się, że nie będzie mi pasować. Niestety ciągle jasne kolory były niedostępne, wiecznie wyprzedane. Trochę mnie to irytowało, bo ileż też można polować na 1 pomadkę do ust? Tydzień, dwa, trzy tygodnie, miesiąc... Ehh. Summa summarum skusiłam się na bardzo ciemny kolor, mowa o Dominatrix.



Pomadka ma piękny kolor, nie da się tego ukryć. Jest to cudowny czekoladowy, chłodny brąz :) Mogłabym rzecz, że na jesień, zimę będzie idealny (wieczorami) :D Ale co mi tam w lecie też da się go nosić :D
Do odważnych świat należy ;)
Szminka wyjątkowo przypadła mi do gustu. Ma bardzo kremową konsystencję, jest niewyczuwalna na ustach, nie wysusza ich tak jak ta z Bourjois. Zdecydowanie dłużej się utrzymuje, kolor jest bardzo, ale to bardzo mocno napigmentowany. W tym przypadku nie musimy namaczać aplikatora kilka razy z rzędu by dobrze pokryć usta. Wystarczy to zrobić raz, i to w gruncie rzeczy powinno wystarczyć :) No chyba, że macie bardzo duże usta to wtedy już inna bajka. Możecie zmienić kolor szminki za pomocą białej farbki z Make Up For Ever, używam jej do rozjaśniania podkładów, korektorów, ale i płynnych pomadek (matowych).
I w tej roli farbka sprawdza się wyśmienicie :) Nie zmienia właściwości kosmetyku, a kolor jest bledszy/rozjaśniony.
Na temat farbki pisałam TUTAJ.



Kolejnym atutem szminki jest fakt, że jest w 100 % wegańska, nie posiada parabenów. Muszę Wam koniecznie napisać, że każda matowa płynna pomadka będzie oksydować na ustach. Zaraz po aplikacji kolor jest jaśniejszy niż to ma miejsce ok. 20 minut później. Jest to całkowicie normalne zjawisko. Weźcie to pod uwagę jeśli macie zamiar zaopatrzyć się w matową pomadkę.
Ode mnie to dzisiaj tyle :) Jak zwykle mam nadzieję, że wpis się komuś przyda :)
Życzę spokojnego wieczoru :)

Pozdrawiam
Ania




 





poniedziałek, 25 lipca 2016

Zalotka Shu Uemura S Curler


Witajcie Kochani,

Zastanawiałam się o czym tym razem Wam napisać. Brałam pod uwagę kosmetyki kolorowe, pędzle, i dość istotny gadżet o wdzięcznej nazwie ;) Mam tu na myśli oczywiście zalotkę :P Każda z Nas marzy o gęstych, długich, czarnych i jakże podkręconych rzęsach. Do tych osób i ja się zaliczam, a co ;) Nie każdego Matka Natura obdarzyła pokaźnymi rzęsami, co prawda ja nie mam ich najgorszych, ale zawsze mogą być lepsze :)




Od bardzo dawna przymierzam się do napisania Wam recenzji dotyczącej zalotki do rzęs z firmy Shu Uemura S Curler. Jest to dosyć znana zalotka i  niebywale droga... Ja za swoją dałam jakoś ok. 150 zł. Pamiętam, że nie mogłam doczekać się kuriera z moją nowiusieńką zalotką, a ten jak na złość spóźnił się z dostawą o 2 dni :/ Jak już dotarł to raz dwa przeszłam do testów ;) Oj te baby :D




Napiszę krótko i zwięźle, bez zbędnego bełkotu :P
Zalotka się u mnie nie sprawdziła. Jak dla mnie jest tragiczna. Nie dość, że jest mała gabarytowo, to i bardzo nieporęczna. Rzekomo ma podkręcać rzęsy, ja tego u siebie ani u znajomych nie widziałam. Dla mnie to był bardzo słaby efekt końcowy, za słaby jak na coś co kosztowało tyle pieniędzy.
Wierzcie, że kombinowałam na różne sposoby by znaleźć chociaż jedno rozwiązanie mające na celu pokazanie na co tak naprawdę stać Shu Uemura... Mój wysiłek poszedł na marne, nie zdało to u mnie egzaminu. Klapa :/
Dla mnie szkoda pieniędzy... Już stokroć lepiej się sprawdza zalotka z Oriflame, a nie kosztuje majątku. Uważam, że Shu Uemura jest zbędnym gadżetem. 

Pozdrawiam
Ania







sobota, 23 lipca 2016

Bourjois, Rouge Edition Velvet - Matowa pomadka do ust

Witam Was serdecznie po dosyć długiej przerwie,

Przychodzę do Was z recenzją matowej pomadki w płynie z firmy Bourjois, Rouge Edition Velvet w kolorze 07 Nude-ist.  Zapewne wiele już o niej czytaliście, a i nie jedna z Was pokusiła się o jej zakup :) Ja jednak chciałam się z Wami podzielić swoim zdaniem :)


O pomadce możemy przeczytać
"Nowa pomadka od Bourjois z matowym wykończeniem i intensywnymi kolorami, o lekkiej, przyjemnie nakładającej się formule, której nie czuć na ustach.
Rouge Edition Velvet ma niewiarygodną formułę, która tuż po aplikacji sprawia wrażenie lakieru do ust, ale po nałożeniu przemienia się w matową, jedwabiście gładką i lekką teksturę.
Ukośnie ścięty aplikator w formie gąbeczki sprawia, że pomadkę nałożysz łatwo i precyzyjnie.
Wzbogacona w czyste pigmenty i lotne olejki, formuła gwarantuje kolor, lekkość i daje poczucie ekstremalnego komfortu, a pomadka długo utrzymuje się na ustach.
Dostępna w 8 kolorach."


Pojemność pomadki wynosi 6,7 ml. Cena w zależności od sklepu waha się między 30,00 zł, a prawie 60,00 zł. Różnica jest duża... Ja za swoją zapłaciłam bodajże 56,00 zł w Rossmannie. Nigdy nie udało mi się jej upolować na promocji :( dlatego pokusiłam się o jej zakup w regularnej cenie. Czy było warto? O tym troszku niżej ;)


Kolor jaki wybrałam jest przepiękny. Świetnie sprawdzi się w dziennym makijażu. Myślę, że będzie pasował brunetkom, szatynkom, a i blondynkom, co do reszty nie mam pewności, więc wypowiadać się nie będę ;)
Pomadka ma bardzo fajne opakowanie, dość wygodny aplikator. Z powodzeniem każda z Nas wyrysuje nim ładny kontur ust. Matowa pomadka na moich ustach sprawdza się niestety nie najlepiej i to mnie mocno irytuje. O ile kolor mi odpowiada, konsystencja także o tyle z trwałością tego produktu jest u mnie bardzo kiepsko :( Zaraz po aplikacji utrzymuje się  max. 3 h, nie dłużej... Dla mnie to jest jakiś absurd, bo kupując matową szminkę oczekuję lepszej trwałości... Gdybym jeszcze posiłkowała się typowo tłustym jedzeniem to byłabym w stanie zrozumieć tak krótki czas utrzymywania... Ale jedząc lekkie posiłki, pijąc wodę, ja szukam pomadki na ustach... Zdecydowanie lepiej utrzymują się u mnie pomadki z Sisleya, Toma Forda a przecież one nie są matowe. Bourjois wyciera się w środkowej części ust, czasami zbiera się w kącikach, potrafi porządnie wysuszyć usta. 


W zasadzie ta pomadka robi wszystko czego bym nie chciała. Nie jestem z niej zadowolona, żałuję wydanych prawie 60,00 zł. Prawdę powiedziawszy to już jest 3 bądź 4 produkt z rzędu z owej firmy, który mi nie odpowiada. Czasami mam wrażenie, że czym bardziej są wychwalane produkty kosmetyczne tym mniej one się u mnie sprawdzają :/

Ja się zawiodłam na tej marce. Raczej już nic więcej nie kupię z tej firmy... Nie ma to najmniejszego sensu.

Pozdrawiam
Ania


sobota, 26 marca 2016

Życzenia Wielkanocne :)

Kochani,

Na nadchodzące Święta chciałam Wam życzyć...
Dużo zdrówka, rodzinnej, ciepłej atmosfery, uśmiechu na twarzy, smacznego jajka, a także mokrego Dyngusa ;)




Wesołych Świąt! :)


Źródło zdjęcia: www.majdankrolewski.eu

piątek, 26 lutego 2016

Tom Ford, eye quad - poczwórne cienie do powiek



Dzisiaj oceniać będę wyłącznie paletkę 03 Cocoa Mirage, gdyż tylko taka jest w moim posiadaniu ;)
Nie będzie to dla mnie łatwa recenzja, bowiem z początku te cienie doprowadzały mnie do niesamowitej wściekłości. Zanim przystąpiłam do napisania Wam recenzji przeczytałam kilka opinii w sieci o tych cudownych cieniach ;) Moja spostrzeżenie będzie nieco inne od tych, które wujek google mi pokazał :P :D


Raczej nie muszę wychwalać pięknego opakowania? Swój zachwyt na temat Tomkowych opakowań 'wylałam' o tutaj ;) No dobra, opakowanie mamy z głowy, to może zdałoby się coś napisać na temat samej zawartości? :P Aplikatory dołączone do paletki jak dla mnie są nijakie, ale na pewno nie mamy tutaj do czynienia z tandetą. Co to to nie :P

Cienie... Jakie one są? Na pewno mają dobrą pigmentację. Początkowo ciemne barwy zostawiały u mnie przepiękne plamy na oku, ale to nie jedyna ich wada. O nie nie... Są SUCHE jak wiór, pylą się jak diabli :/ Ja nie wiem, czy tylko cienie z tej paletki tak strasznie się osypują? A może każda? Oświećcie mnie proszę, bo mówiąc serio wkurzyłam się nieziemsko. Człowiek się na szybciora maluje, bo pilnie musi wyjść, a tu zonk... Ubrania uwalone! :/ Kolejny zonk, plamy na powiekach O.o
Mam w domu cienie z Mac-a, Sisleya, Artdeco, Make-up Atelier Paris, Lancome etc. i żadne z nich nie robią takich dziwnych wręcz niedorzecznych akcji na powiekach. Przed użyciem zawsze aplikuję bazę z Too faced, która zapobiega rolowaniu, przetłuszczaniu powiek przy czym w znaczący sposób przedłuża żywotność cieni, a nawet podbija kolory. Nigdy się na tej bazie nie zawiodłam. By dać szansę tak drogim cieniom wpadłam na pomysł by tuż po bazie zaaplikować puder do twarzy w zewnętrznym kąciku oka, i w załamaniu powieki. Ten trik mi pomógł. Wcześniej bardzo dobrze sobie radziłam bez tego sposobu, ale nie miałam cieni Tomka :P 


Jakie jest moje nastawienie do poczwórnych cieni Toma Forda? Na samym początku bardzo mocno mnie do siebie zraziły. No bo co z tego, że cieni mają świetną pigmentację, są w cudownym opakowaniu jak ich się porządnie nie dało aplikować/rozprowadzić (w szczególności najciemniejszy kolor)? Dopiero moje kombinacje spowodowały, że z wielką przyjemnością po nie sięgam. Nie wiem tylko, czy skuszę się na jeszcze jedną paletkę... Być może dam Tomkowi się wykazać nabywając w przyszłości następną czwórkę cieni... Niekoniecznie będą to ciemne maty, bo z tego co widzę to z nimi mam problem u Tomka. Pożyjemy zobaczymy...


Pozdrawiam
Ania



poniedziałek, 15 lutego 2016

SUKI, wielofunkcyjny balsam nawilżający



Niedawno miałam fazę na 100% naturalne eco kosmetyki. Nabyłam kilka produktów kosmetycznych do twarzy i ciała, by móc po raz enty przekonać się do natury ;)
Widzę, że ja i kosmetyki naturalne to jedno wielkie nieporozumienie. Nijak nie potrafimy się dogadać, i pomału zaczynam powątpiewać w dobre zakończenie sprawy.


Kosmetyk, który chciałam Wam w tym poście przedstawić jest dla mnie chodzącą tragedią. Nikt nie musi się zgadzać z moim zdaniem. Wyrażam swoją opinię w sposób bardzo szczery i bezpośredni.
Zatem zacznijmy od początku, bo niewiele napisałam konkretów byście mogli zrozumieć skąd mam takie, a nie inne podejście do tego balsamu. 


Suki, wielofunkcyjny balsam nawilżający przeznaczony jest do ciała. Według Producenta mogą go używać osoby mające skórę wrażliwą i suchą, czyli w zasadzie taką jaką ja posiadam. Wpierw używałam go po troszku na twarz, no bo skoro osoby wrażliwe z powodzeniem mogą go stosować, to chciałam sobie zrobić kurację na buzi. Okazało się, że był to jeden z najgorszych pomysłów :P Bardzo szybko się o tym przekonałam. Sama sobie zafundowałam zapchane pory. No dobra skoro na twarzy się nie sprawdził to zgodnie z jego przeznaczeniem zaczęłam go używać punktowo na ciele. Najczęściej lądował na moich rękach, kolanach, łokciach, stopach (mojemu partnerowi dość grubą warstwę nakładałam na suche, popękane ręce). Z balsamu z samego początku byłam bardzo zadowolona, myślałam, że dostatecznie nawilża Nam dłonie, stopy, łokcie, było to jednak tylko złudzenie.

Balsam bardzo mocno natłuszczał, ale nie nawilżał. Przez jakieś 20-30 minut ja wraz z partnerem byliśmy tłuści, dopiero po tym czasie zdołał się wchłonąć. Niestety nie wyszło mi na dobre smarowanie się tym 'tłuszczem'. Na rękach zaczęły się pojawiać czerwone plamki, krostki. Ojj swędziało, nie ma co :/ Powiem Wam, że z leksza się wkurzyłam, bo balsam miał być ratunkiem dla mojej bardzo przesuszonej skóry. Liczyłam na to, że rozwiąże problemy z podrażnieniem, zaczerwieniem, swędzeniem i suchością, a efekt był odwrotny od zamierzonego. Potwornie mnie podrażnił, uczulił. 
W paczce dostałam też próbki kremu do twarzy z firmy SUKI. Zdecydowanie jak dla mnie produkt nie wart jest swojej ceny (ściągała mnie po nim niesamowicie buzia, brak jakiegokolwiek nawilżenia, nieprzyjemny zapach).
Ja już firmie SUKI podziękuję, nie skuszę się na zakup kolejnego produktu z tej marki kosmetycznej. Osobiście przejechałam się na całej linii...

Pozdrawiam
Ania


sobota, 13 lutego 2016

Tom Ford, Cheek Color - róż do policzków WICKED

Miłością do kosmetyków kolorowych Toma Forda zaraziła mnie znana blogerka Marti :* 
Z jednej strony jestem jej za to wdzięczna, zaś z drugiej mój portfel się buntuje :D
Nie da się ukryć, że znany projektant Tom Ford ma wysokie ceny, ale i klasę, poczucie smaku w tym co robi ;) Dzisiaj mam zamiar przedstawić Wam (rzecz jasna z jak najlepszej strony) róż do policzków od Tomka.



Trochę trwało zanim zdecydowałam się na jeden kolor, bowiem w ofercie Tomka znajdziemy na stronie Polskiego Douglasa 6 kolorów. Nie chciałam kupować koloru, którego nie będę używać. Zakup w tym przypadku mijałby się z celem tym bardziej, że Pan projektant bardzo się ceni i każe Nam zapłacić aż 255 zł za róż mający 8 g produktu. Wybierając dla siebie odcień z ochoczą patrzyłam na te z różowymi tonami, brzoskwiniowe i brązowe podtony nie wzbudzały we mnie zainteresowania. Zdaję sobie sprawę, że nie do końca ładnie w nich wyglądam, a róż w końcu ma upiększać Naszą twarzyczkę, a nie ją szpecić ;)



Po dłuższym namyśle padło na kolor wicked, zwanym malinowym różem i powiem Wam, że coś w tym jest. Faktycznie kolor wydaje się być malinowy z satynowym wykończeniem. Koniecznie trzeba z nim uważać, bo jest nieziemsko napigmentowany i przy ciężkiej ręce możecie sobie narobić niezłe plamy na kościach policzkowych. Jeżeli wiecie, że należycie do grona tych osób to polecam Wam użyć pędzla, chociażby takiego KLIK lub skunksa. Z nimi na pewno nie przesadzicie, a wręcz ułatwicie sobie robotę.
Zapewniam, że przy ich użyciu nie będziecie wyglądać jak ruska lalka z porcelany :D ;) Trwałości i wydajności temu cacuszkowi nie można odmówić. Potrafi bardzo długo się utrzymać nawet wtedy, gdy mamy zwariowany/zabiegany dzień, przy tym nie schodzi plackami, nie wyciera się, pod warunkiem, że nie macamy twarzy ;)
Potrafi współpracować z każdym pudrem, grunt to dobrze go zaaplikować. Zachowanie różu sprawdzałam na pudrach Urban Decay, Sisley, La Prairie.




Zdjęcia powyżej zostały zrobione w słoneczny dzień.
Wyraźnie widać, że nasycenie koloru jest bardzo wysokie :)
Ze swojej strony serdecznie Wam polecam Tomusia :)

Miłej soboty!
Pozdrawiam
Ania :)
 



środa, 10 lutego 2016

M Brush by Maxineczka - Pędzel do oczu, moje pierwsze wrażenia :)




Na wstępie chciałam pogratulować Maxineczce za wypuszczenie na Polski rynek własnej kolekcji pędzli do makijażu :) 
Maxineczka mówiła w filmiku, że pędzle są wykonane z najwyższej jakości naturalnego włosia (z tego co wiem to z kozy), robione ręcznie w Japonii (czyli tam skąd pochodzą pędzle od Hakuhodo, Toma Forda i Chikuhodo). Dodatkowo skuwki zdobi 24K złoto, co jest niebywale przyjemne dla oka ;)

sobota, 6 lutego 2016

Chanel, Les Beiges Healthy Glow Foundation - pierwsze wrażenie najnowszego podkładu do twarzy

Zapewne większość z Was już słyszała, że Chanel wypuściło nowiusieńki podkład do twarzy, ten dotarł i na Nasz Polski rynek. Z wielką ochoczą poleciałam do Sephory po podkład, mając nadzieję, że wreszcie coś z tej firmy się u mnie sprawdzi.
Jakie są moje pierwsze wrażenie/odczucia? Zaraz się dowiecie...


Już z góry Wam napiszę, że wielkim błędem było zakupienie ówdzie nowiutkiego podkładu. Nigdy nie darzyłam ogromnej sympatii markę Chanel. Uważałam i wciąż uważam, że kosmetyki tej firmy nie są warte fortuny jaką każą sobie za nią zapłacić Perfumerie. 


Po pierwsze i chyba najważniejsze podkład wywołuje u mnie silne pieczenie, swędzenie skóry. Poczułam ogromną ulgę kiedy tylko mogłam go zmyć z twarzy! Oczywiście, pieczenie nie spłynęło po mnie jak po kaczce, wyraźnie się to odbiło na cerze. Skóra z automatu była w czerwone kropki. Od zaraz musiałam się ratować wapnem. Domyślam się, że żyworódka, która jest w składzie tak 'cudownie' na mnie zadziałała. Niestety nosząc ten podkład przez X godzin czułam ciężkość na twarzy. Efekt końcowy zdecydowanie nie spodobał mi się na mojej suchej cerze. Prawdę powiedziawszy nie polecam go takim cerom, gdyż może obsuszać. Preferowałabym go mieszańcom. Jak na złość (dla mnie) podkład jest wydajny. Ma dosyć kremową konsystencję.


Poniżej wstawiam Wam skład i swatche:
 



Zdecydowanie mówię mu NIE. Chanel jest u mnie na przegranej pozycji. Wyjątkiem są perfumy. Kolorówce mówię bye, bye.
Na szczęście pozbyłam się podkładu. Cała się raduję z tego, że nie muszę się już z nim męczyć...

Pozdrawiam
Ania


Wszystko to, co kobiety kochają :)