Featured

czwartek, 30 sierpnia 2018

BECCA Hydra-Mist Set and Refresh Powder - Puder utrwalający

PODPIS

Nadchodzę z recenzją najnowszego pudru utrwalającego od Becca... ;) A tak serio to z przyjemnością napiszę Wam o swoich przemyśleniach względem tego cacka.
Po pierwsze i co najważniejsze (jak dla mnie) puder ściągałam z zagranicznego sklepu online, bo u Nas oczywiście go nie było. Dopiero od niedawna jest dostępny na www.sephora.pl
Żeby Was nie skłamać mam go bodajże od początku maja tego roku. Mogę nieznacznie się mylić, ale jakoś mniej więcej w tym czasie pokusiłam się o jego zdobycie.
Najbardziej byłam ciekawa "wilgotnego pudru". No bo... jakby na to nie patrzeć to jest kompletne zaprzeczenie tego co do tej pory było wypuszczane na rynek. Dumałam więc sobie jak może być wilgotny puder? Niby jak to zrobili?... Jak już paczka do mnie dotarła, otworzyłam zawartość opakowania to faktycznie miałam do czynienia z wilgotnym sypańcem. W dalszym ciągu byłam w szoku, ale tym bardziej z wielką ochotą zaczęłam go testować.


Mamy do czynienia z półtransparentnym proszkiem, który fenomenalnie sprawdza się do twarzy, acz nie do końca pod oczami. Zostawia przepiękne wygładzenie, efekt photoshopa, którego tak pragniemy mieć. Nie ma tendencji do ważenia się, wchodzenia w pory, podkreślanie suchych skórek, robienia smug. Bardzo ładnie matuje cerę, nie jest to płaski mat. Myślę, że lepiej się sprawdzi przy cerze normalnej, suchej, ale nie przesuszonej. Przy cerach tłustych i mieszanej raczej bym sobie go odpuściła, bo zwyczajnie nie będziecie z niego zadowolone. Ja mając cerę suchą zostaję zmatowiona na dobre 7 h, raczej nie dłużej. Nie zauważyłam by kłócił się z jakimkolwiek moim podkładem, kremem BB, czy też CC. Raczej współgra ze wszystkim co mam na twarzy.



Jest jedna kwestia, która mnie trochę zdziwiła i zirytowała... Puder po czasie staje się suchy jak każdy inny tego rodzaju produkt. Innym słowem wysycha w opakowaniu! Zastanawia mnie dlaczego tak się dzieje skoro za każdym razem domykam wieczko. Nie ma opcji bym go źle zamknęła. Zawsze sobie tego pilnowałam, a tu masz Ci los... suchar mam w opakowaniu :/ Żeby tego było mało po ok. 2/3 tygodniach był już suchy.
W moim odczuciu puder jest godny uwagi. Pomińmy fakt, że wysycha... Ale jaki efekt zostawia na twarzy :) Dla mnie to jest mistrzostwo świata :) Za każdym razem kiedy mam go na buzi dostaję komplementy i zapytanie co to takiego? :) To chyba o czymś świadczy, prawda? :)

Pozdrawiam
Ania


sobota, 18 sierpnia 2018

Glamglow Waterburst Moisturizer - Krem do twarzy

PODPIS
Dokładnie od 22 marca jestem szczęśliwą posiadaczką kremu do twarzy z firmy GlamGlow. Z dostępnością tego produktu łatwo nie było. Byłam zmuszona przeczekać aż mój Douglas będzie miał na stanie najnowszy krem do twarzy wspomnianej wyżej marki. Poprosiłam Panią sprzedawczynię by mi jedną sztukę odłożyła (nie chciałam jechać w ciemno na zakupy), a tak dostałam informację, że krem jest już na stanie i mogę sobie po niego podjechać :)

Opakowanie jak dla mnie jest plastikowe (tym lepiej w razie upadku). Szkoda tylko, że trzeba wsadzać paluchy do środka by wydobyć produkt. Można jeszcze użyć szpatułki, ale szczerze mówiąc nijak jest mi to po drodze. Na szczęście kremu używam tylko i wyłącznie na sobie, więc nie muszę się martwić o dodatkowe bakterie (oczywiście przed każdym zastosowaniem myję ręce :P) ;)
Konsystencja jest wodnista, myślę, że jest to najbardziej trafne słowo. Mam wrażenie, że wklepuję w siebie wodę :D Brzmi irracjonalnie, ale ten kto ma ten krem ten wie o czym piszę ;) Kolor kremu jest błękitny co widać na zdjęciach. Przejdźmy teraz może do ceny, która zbyt niska nie jest.


 W Douglasie i Sephorze kosztuje 209,00 zł za 50 ml. Jak dla mnie cena jest adekwatna do jakości. Dla mnie osobiście (a nie zapominajcie jak bardzo wrażliwą, alergiczną mam buzie) działa cuda. Non stop w zimie borykałam się z odwodnioną, ściągniętą cerą. Szczególnie mocno we znaki dało mi popalić czoło. Ściągnięcie było tak mocne, że w pewnych momentach miałam tego serdecznie dosyć. Nie wiedziałam już co mam zrobić by sobie ulżyć. Cudowałam, kombinowałam, szukałam i w końcu znalazłam ulgę dla mojego czoła. Pierwszy raz kiedy go nałożyłam na twarz bałam się reakcji alergicznej. Kiedy tylko zauważyłam, że moja cera się nie buntuje wiedziałam, że mogę go dalej testować. Też tak zrobiłam... Przez bite 3 msc każdego dnia krem lądował na mojej twarzy. Wnioski? Mogłabym się kłaniać temu co wymyślił tak genialny krem do twarzy. Doznałam niesamowitej ulgi. Skończyły się czasu uporczywie ściągniętego, szorstkiego i wiecznie niezadowolonego czoła. Stan skóry definitywnie się poprawił. Czułam niesamowite nawilżenie, ukojenie. Absolutnie nie miałam klejącej warstwy. W żadnym wypadku nic mi się nie rolowało, nie zapychało i co najważniejsze nie uczulało. Dla mnie bomba, a nie krem. Ogromnie się cieszę, że pokusiłam się o jego zakup. Mam tylko nadzieję, że zostanie już na lata w ofercie GlamGlow.
Zdecydowanie krem został moim faworytem. Jeśli chodzi o nawilżenie to krem jest najlepszy z wszystkich kremów jakie do tej pory testowałam, a i opisywałam na blogu.
Póki co nie zamienię go na nic innego.
Serdecznie Wam go polecam :)


niedziela, 15 kwietnia 2018

Balsam do ust, który działa u mnie cuda :)



Tytuł dzisiejszego wpisu brzmi intrygująco, ale taki był mój cel :D
Recenzja produktu do ust dotyczy balsamu z firmy TISANE. Klasyk, prawda? Któż nie zna tego cacuszka?
Tak szczerze to cały czas myślałam o zakupieniu pielęgnacji do ust z firmy La Mer. Cena zwala z nóg, ale jakość też (nie dotyczy to wszystkich kosmetyków z tej marki).
Będąc w aptece rzucił mi się w oczy balsam do ust z Tisane. Cena przyjemna (ok. 10 zł), opakowanie małe, zgrabne, troszkę nie higieniczne (jestem zwolenniczką tubek, sztyftów), ale, że to w końcu miał być balsam na noc to przymrużyłam na to oko i zakupiłam.


Opakowanie jest lekkie, poręczne. Nawet jeśli jakimś cudem wyślizgnie mi się z rąk nie będę się martwiła o stłuczone szkło (tak jak w przypadku NUXE). Konsystencja jest zbita, pod wpływem ciepła opuszków ładnie się roztapia i wsmarowuje w usta. Na noc nie żałuję sobie go... nakładam dość konkretną warstwę, która i tak przez czas regeneracji cała się wchłonie.



Rano wstaję z nawilżonymi ustami. Nie ma mowy o suchych, spierzchniętych ustach. Tak nawiasem mówiąc to już nawet nie pamiętam co to są suche, szorstkie wargi :P Tak jak w tytule postu... Dla mnie jest to balsam, który działa cuda. Jestem jego ogromną fanką i z ogromną przyjemnością po jego wykończeniu zaopatrzę się w następne opakowanie. W międzyczasie na pewno też obadam inne rynkowe smarowidła nawilżające, ale w razie niewypału wiem do czego mam wrócić. :)
Skład jest równie imponujący. Same dobrodziejstwa siedzą w tym małym pojemniczku :)

Macie swoje ulubione balsamy pielęgnujące do ust?


czwartek, 22 marca 2018

STYLAGE SKIN PRO, Creme Hydratante Intense - Krem intensywnie nawilżający


Ostatnie posty były na temat produktów do makijażu tym razem będzie o pielęgnacji.
Jeżeli chcemy by Nasz make-up ładnie się utrzymywał musimy zadbać o to co nakładamy pod makijaż. 
Przede wszystkim twarz musi być dobrze nawilżona. NAWILŻENIE to podstawa. Nie mówię tutaj o natłuszczaniu, a o nawilżaniu. Natłuszczanie zostawmy sobie chociażby na noc.
Osobiście przez ostatnie 3 msc używałam krem do twarzy z firmy STYLAGE. Krem zakupiłam na stronie internetowej www.sklep-leavivacy.pl. Paczkę otrzymałam w trybie błyskawicznym.
Producent twierdzi, że "Pielęgnuje skórę zapewniając jej natychmiastowy i długotrwały efekt nawilżenia. Formuła kremu bogata w składniki odżywcze takie jak: Kompleks Vivasome Witamina C, kwas hialuronowy zapewnia natychmiastowe poczucie komfortu zwłaszcza skórze suchej i odwodnionej. Jedwabista konsystencja sprawia, że krem łatwo rozprowadza się po powierzchni skóry dodatkowo dając uczucie odprężenia. Skóra zachowuje blask i elastyczność. Nadaje się do wszystkich rodzajów skóry." Krem ma specyficzną pompkę airless. "Wystarczy przesunąć palcem we wskazanym miejscu, aby wydobyć krem ze słoiczka. Nie mając kontaktu z powietrzem, ani z palcami, intensywny krem ​​nawilżający jest chroniony przed utlenianiem lub zanieczyszczeniami podczas używania."

Świetna sprawa z tą pompką. Pierwszy raz się spotkałam z tego typu opakowaniem, ale według mnie pomysł pierwsza klasa. Krem jest w miarę gęsty, wydajny. Nie zostawia tłustej, lepiącej warstwy na skórze. Dość szybko się wchłania, ale nie do matu. Cera pozostaje świetlista z tzw zdrowym blaskiem.
Na samym początku stosowaniu cera się trochę zbuntowała. Wyskoczyły mi czerwone plamy na twarzy, które  po kilku dniach zniknęły. To było dziwne doświadczenie, nie ogarniałam o co chodzi i skąd to coś na twarzy. Produkt w końcu jest dedykowany do skóry z podrażnieniami, po zabiegach itp. Prawdę powiedziawszy do dzisiaj nie wiem co to było, ale na szczęście szybko się zmyło ;)


Moja cera bardzo polubiła się z tym kremem, ale do pewnego momentu... Kiedy przyszły bardzo silne mrozy (-15 i wzwyż) to krem nie umiał nawilżyć mi czoła. Cały czas czułam napięcie, szorstkość, odwodnienie. Było to bardzo nieprzyjemne uczucie. Zaczęłam kombinować co mam z tym fantem zrobić, bo stawało się to nie do wytrzymania. Chwilowo miałam akcje typu "swędzenie skóry", głównie odbywało się to na czole. Wpadłam na pomysł by co użycie mieszać krem z odrobiną oleju kokosowego i to sprawiało mi ulgę. Wyraźnie okolice czoła się uspokajały, wyciszały.
Ataki odeszły w niepamięć. Krem z dużym powodzeniem nadaje się pod makijaż. Chociaż ja i tak używam dodatkowo bazy z Sisleya lub Farsali. 
Nie wiem, czy krem zakupię ponownie. Myślę, że są lepsze nawilżacze i za dużo niższą cenę.
Obecnie testuję inny krem, który na ten moment jest OK. Na pewno napiszę Wam o nim kilka słów za X tygodni :D

Pozdrawiam
Ania


Źródła użyte w tekście:
ww.stylage.pl

czwartek, 15 marca 2018

Lorac Pro Matte Eyeshadow Palette - Cienie do powiek

Po raz pierwszy usłyszałam o tych cieniach na YT. Maxineczka wyrażała się na ich temat w samych superlatywach. Nie mogłam się oprzeć i zamówiłam paletkę z Loraca. Czy dobrze zrobiłam dowiecie się o tym wkrótce ;)

Moja paletka zawiera 8 cieni do powiek, są w pełni matowe.
Pigmentację mają fenomenalną, zachwycającą :) Zanurzając pędzelek w cieniu, następnie przenosząc go na powiekę mam wrażenie, że ten cień nigdy się nie kończy. Cały czas go rozprowadzam na oku :D Jest to fantastyczna sprawa, bo dzięki temu nie musimy ciągle ciaprać pędzla w paletce by uzyskać dobrą pigmentację na powiekach.
Kolory są naprawdę pięknie skomponowane. Idealnie nadają się na dzień jak i na wieczór.
Można szaleć do woli :) Całkiem sporo kombinacji da się poczynić :)
Nie robiłam swatchy na ręce, bo uważam, że w sieci jest tyle dobrze zrobionych zdjęć, że kolejne jest już tylko zbędne. Przykładowo TUTAJ świetnie widać swatche. Kolory pokrywają się z rzeczywistością.


Najczęściej używam koloru BARE. Jest to piękny beż, oczywiście matowy (jak sama nazwa paletki wskazuje).
Za to w ogóle nie stosuję odcienia LINEN. Zdecydowanie jest to zbyt biały kolor (żeby nie powiedzieć kredowa biel). Nie widzę w nim zastosowania na co dzień.
Moje ulubione połączenie to BARE plus CORDUROY. Zdarza się też, że łączę BARE z CHOCOLATE lub LATE. Za dnia nie lubię intensywnego makijażu oka dlatego staram się wybierać delikatne połączenia, a jeśli zdecyduję się na ciemniejszy zewnętrzny kącik oka to dość długo  go blenduję by ostatecznie przypominał chmurkę ciemnego koloru na oku (zewn, kącik). Wersję ciemniejszą wolę u siebie na wieczór.
Do paletki zostało dołączone lusterko. Jego jakość pozostawia wieeele do życzenia. Tak naprawdę nie nadaje się do użytku. Przysporzyłby Nam więcej trudu niż pomocy :P Nie wiem po co firma dołącza lusterko, które nie spełnia swojej roli :/ równocześnie mogłoby go nie być.
Uważam, że dobrze zrobiłam inwestując w Loraca. Paletka jest naprawdę świetna. Genialnie się z nią pracuje, pigmentacja jest na najwyższym poziomie, cienie pięknie się ze sobą łączą, łatwo rozcierają, długo utrzymują. Poza tandetnym lusterkiem nie mogę jej nic więcej zarzucić.

Pozdrawiam
Ania










piątek, 2 marca 2018

Sisley Double Tenseur - Emulsja/baza do twarzy pod makijaż

Sisley nie znajduje się w grupie tanich marek kosmetycznych. Ceny jakie oferuje marka zazwyczaj zwalają z nóg. Nie każdego stać na kupno jednego produktu za bagatela 300/600 zł i więcej. Niejednokrotnie sama oszczędzałam kilka msc na dany produkt z tej marki. Firma ceni się za jakość składników w tym w głównej mierze wchodzą w rachubę ekstrakty roślinne, które jak wiemy do najtańszych nie należą. W tym poście chciałabym Wam przedstawić bazę pod makijaż z Sisley.
Hmm, napisałam bazę, a tak naprawdę kosmetyk ten jest wielozadaniowy. Jak mawia Producent produkt ten można stosować"- rano jako baza pod makijaż, poprawiający trwałość podkładu
- w ciągu dnia jako korektor makijażu, zapewniający efekt natychmiastowej poprawy wyglądu
- wieczorem jako błyskawiczny kosmetyk upiększający". Nie uważam by w tym przypadku kosmetyk do wszystkiego był do niczego :P Co prawda nie stosowałam go jako korektor, ale jako błyskawiczny kosmetyk upiększający już tak ;)


Szczerze to bardzo polubiłam się z tą bazą. Mojej cerze wybitnie pasuje (i to mnie boli). Z jednej strony jestem z tego powodu ogromnie zadowolona, a z drugiej strony zdołowana. Dlaczego tak? Już tłumaczę. Sisley życzy sobie 649,00 zł za double tenseur. Cena jest porażającą, kosmiczna :o :o :o
Za tą kwotę to ja mam od Zuzi Górskiej piękną torebkę ze skóry albo porządne buty. Miło by było, gdyby Sisley zechciał 'zejść' z ceny. Zdecydowanie prosimy o niższą kwotę do zapłacenia.
Baza naprawdę jest fenomenalna, ale cena już znacznie mniej.
Konsystencja jest żelowa raczej luźna, nie za gęsta. Produkt szybko i łatwo się rozprowadza. Ładnie 'siedzi' na cerze. Podkłady, korektory przyklejają się do niej. Bruzdy na twarzy zdecydowanie są mniej widoczne, nie rzucają się tak w oczy jak bez bazy. Pory są zwężone, podkład nie osadza się w nich. Jak najbardziej przedłuża trwałość makijażu, nie wysusza buzi. Twarz cały dzień wygląda świeżo, nienagannie.


Zapach jest bardzo ziołowy, na początku mnie drażnił, a w chwili obecnej mój nos oswoił się z nim i nie działa już na mnie jak płachta na byka :D
Bazy używałam codziennie przez 5 tygodni. Obecnie w celach oszczędnościowych stosuję ją ok. 4 razy w tygodniu, na zmianę z Farsali.
Gdyby produkt był o wiele tańszy to notorycznie byłby w użyciu, ale z przyczyn cenowych nie mogę sobie na to pozwolić :/



Zapomniałabym... Większość z Was już wie, że nie mogę stosować wszystkich ekstraktów roślinnych z przyczyn alergicznych. Dlatego nie mogę zmienić swojej pielęgnacji na 100 % naturalną.
Wielokrotnie próbowałam i kończyło się to dla mnie tragicznie. Wyjątkiem jest szampon, odżywka, maseczka do włosów a i jak się uda to balsam do ciała. Do czego dążę? Mimo, iż recenzowany przeze mnie produkt składa się z ekstraktów roślinnych nie powoduje u mnie alergii skórnej. Cera się nie buntuje, czyli nie parzy mnie, nie swędzi, nie szczypie, ani też nie wychodzą niespodzianki na twarzy w postaci uczulenia. Dla mnie alergika jest to prawdziwy rarytas, bo mało który naturalny produkt nie robi mi krzywdy.

W skrócie... Baza zasługuje na pięć gwiazdeczek :)

Pozdrawiam
Ania






poniedziałek, 12 lutego 2018

Helena Rubinstein, Magic Concealer - korektor pod oczy

Tak sobie dumam ile to razy myślałam nad zaopatrzeniem się w korektor od Helenki.
Jakoś ciągle nie było mi z nim po drodze. Niby go chciałam, ale nie aż tak mocno i stąd 'nie umiałam go kupić'. Oczywiście napisałam to w przenośni, bo w mojej Sephorze marka jest dostępna od ręki, ale moje niezdecydowanie było na tyle silne, że wiecznie go nie brałam do koszyka.
No, ale chyba dorosłam do tego by go w końcu kupić :D Tak! Zrobiłam to :D Nareszcie... ;)

Korektor zamknięty jest w małej tubeczce z dziubkiem. Tubka nie jest jakoś specjalnie sztywna. Dosyć wygodnie się nią operuje. Łatwo i szybko wydobywa się z niej zawartość produktu. Do dyspozycji mamy aż 15 ml. To całkiem spora ilość jak na korektor. Najczęściej mamy do użytku znacznie niższą gramaturę.

Aplikacja jest szybka i prosta. Niewielka ilość produktu wystarczy na pokrycie niedużych cieni pod oczami. Z większymi raczej nie da rady (tutaj bardziej poleciłabym Tarte Shape Tape lub kamuflaż z MUFE). Osobiście uważam, że Magic Concealer posiada średnie krycie. Dla mnie wystarczające.
Korektor nie wygląda sucho, ale po kilku h od nałożenia wysusza mi okolice pod oczami, czuję ściągnięcie i dyskomfort. Jest bardzo wydajny, ładnie się łączy z podkładami. Nie zauważyłam by oksydował.

Mam mu do zarzucenia kilka rzeczy. Przede wszystkim przeokropnie waży się, wchodzi w załamania (zmarszczki mimiczne) i... po dłuższym stosowaniu uczula okolice oczu. Jeżeli korektor stosuje codziennie to po tygodniu mam wysyp pod oczami. Jeśli zaś nanoszę go 3/4 razy w tygodniu (co drugi dzień) to nic takiego się nie dzieje. Doszłam już do tego dlaczego tak jest. Nie wiedziałam, że w składzie korektora wchodzi ekstrakt z rumianku i oto cały winowajca.

Niestety tym razem Helenka mnie zawiodła. Spodziewałam się czegoś lepszego.
Korektor nie spełnia moich oczekiwań. Zużyję go, ale raczej więcej nie kupię.

Pozdrawiam
Ania






niedziela, 4 lutego 2018

Kat Von D, Everlasting Liquid Lipstick - Płynna szminka do ust


Muszę się Wam przyznać, że średnio lubię malować usta. Nie wiem dlaczego tak jest, ale tak już mam. Jedną z moich ulubionych matowych pomadek do ust jest ta od Jeffree Star. Kiedyś o niej pisałam recenzję LINK.
Jeżeli już mam sięgnąć po matową szminkę to z rozkoszą sięgam po Jeffree Star. Konsystencja jest fenomenalna :)
Na płynną szminkę od Kat Von D polowałam od dłuższego czasu. Niby chciałam ją wypróbować, ale  miałam chwilę zwątpienia, czy warto w nią inwestować. Jakoś marka Kat Von D nie robi na mnie wrażenia :P Cały ten szum (dotyczący marki) zadziałał na mnie negatywnie. Człowiek tak czasami ma albo go jakaś marka interesuje albo nie wzbudza zainteresowania. Ja tak właśnie mam względem marki Kat Von D, Chanel, The Balm, Too Faced itp. No, ale do rzeczy ;)



W opakowaniu mamy 6,6 ml produktu, cena to 89,00 zł, ważna jest 12 msc od otwarcia.
Szminkę można kupić w Sephorze. Bodajże mamy 41 odcieni. Tak więc całkiem spory wybór.
Pierwsza myśl jaka przychodzi mi do głowy (kiedy tylko o niej pomyślę) bardzo dziwnie nosi się ją na ustach. Mam cały czas wrażenie, że coś suchego przyczepiło mi się do ust. Szczerze to właśnie w tym momencie za każdym razem mam ochotę ją zetrzeć/zmyć. Te uczucie jest na tyle dziwne, drażniące i dla mnie nie do zaakceptowania, że mnie wręcz frustruje. Następna wada: szybko znika z ust. W żaden sposób nie mogę jej porównać do Jeffree Star. Ten trzyma się dzielnie (no chyba, że zjemy tłuste danie, ale wtedy każda szminka polegnie, bo tłuszcz rozpuszcza).
Kolor jaki posiadam to Lovecraft. Jest bardzo ładny do momentu kiedy nie oksyduje. Potem staje się za ciemny. Ostatnio stwierdziłam, że wolę jaśniejsze kolory na ustach (jak już), ale nie typowe nudziaki, beże - to absolutnie odpada. Wciąż bardzo lubię podtony różowe, głównie takie mi pasują i takie staram się nabywać.





Krótko podsumowując: Nie jestem w stanie używać matowej płynnej szminki do ust od Kat Von D.
Nie mam przyjemności z jej stosowania, wysusza moje usta, szybko schodzi, oksyduje (dość konkretnie).

Życzę miłej niedzieli :)




sobota, 27 stycznia 2018

Moje pierwsze wrażenia: Dior, Diorskin Forever Undercover - podkład do twarzy



Marka Dior stosunkowo niedawno wypuściła na rynek nowy podkład do twarzy. Lubię testować nowe podkłady, bo twierdzę, że a nóż ten będzie dla mnie idealny... Co prawda znalazłam już swojego faworyta o którym wkrótce będzie osobny post, ale kobieca ciekawość nigdy nie jest zaspokojona i przez to wciąż poszukuję i ochoczo testuje podkładowe nowości :D ;)


Będąc w Douglasie poprosiłam o zrobienie próbki z podkładu Diorskin Forever Undercover.  Ekspedientka zrobiła próbkę koloru nr 010 Ivory.
Jak tylko wróciłam do domu od razu zabrałam się za testowanie.
Po pierwszym użyciu wiedziałam, że się nie zaprzyjaźnimy. Podkład ekstremalnie podkreśla suche skórki, a tego nie potrzebuję. Dla mnie za mocno matuje, mam dyskomfort na twarzy. Czuję ściągnięcie na czole i policzkach. Kolor 010 jest bardzo ciemny (a jest to najjaśniejszy kolor w gamie). Bladolice nie znajdą dla siebie odcienia. Mało tego podkład oksyduje (ciemnieje).
Krycie wcale nie jest mocne, raczej średnie.


Produkt pełnowymiarowy kosztuje 205,00 zł bodajże za 40 ml (zazwyczaj, a w sumie prawie zawsze mamy 30 ml).
To tyle spostrzeżeń.
Reasumując: Jestem na nie. Dla mnie ten podkład nie jest wart uwagi, pieniędzy. Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że moja cera nie przepada za matowymi i długotrwałymi podkładami. Mam wrażenie, że ich nie toleruje.

środa, 24 stycznia 2018

Moje pierwsze wrażenia: Bobbi Brown Extra Repair Serum - serum do twarzy dla skóry suchej

Strasznie żałuję, że w moim Douglasie nie ma marki Bobbi Brown. Kiedyś była, ale na moją niekorzyść została wycofana :(
Teraz by zdobyć jakąkolwiek próbkę muszę kogoś prosić o pomoc lub ewentualnie jechać ok 100 km w jedną stronę do Galerii w której znajduje się Douglas (a w niej firma Bobbi Brown). Tym razem o zdobycie próbek nie prosiłam nikogo. Z siostrą zrobiłyśmy sobie wycieczkę i same pojechałyśmy :P Oczywiście jak to zwykle bywa miałyśmy po drodze pecha. Na autostradzie był wypadek i tkwiłyśmy w niemałym korku :/ Jak już w końcu dojechałyśmy do Galerii byłyśmy najszczęśliwsze na świecie ;)
Dzisiaj wezmę pod lupę serum do twarzy z Bobbi Brown




Krem pod oczy niezwykle przypadł mi do gustu. Pomyślałam, że może pójdę krok dalej i przetestuje od nich serum. Dostałam próbeczkę do domu. Umyłam, oczyściłam buzię, nałożyłam serum i klapaaa...
Buzia zaczęła mnie po ok. 10-15 min piec. Myślałam, że zawału dostanę :/ Znowu uczulenie, podrażnienie, a przecież serum jest dla cer suchych, bodajże wrażliwych też (ale tu nie mam pewności). Z jednej strony czułam super nawilżenie (nawet kremu na twarz nie musiałam nakładać), a z drugiej strony miałam piekarnik na twarzy. Nosz... gdyby nie alergia to serum byłoby rewelacyjne. Dawno nie miałam tak expresowego nawilżenia cery. Zero ściągnięcia, klejenia, wałkowania, rolowania. Dla mnie bomba. Pierwszy raz zdarzyło mi się, że moja cera nie domaga się dodatkowego kremu nawilżającego. Nigdy samo serum jej nie wystarczało. No, ale co z tego jak zawsze musi być COŚ. Dobrze, że wzięłam sobie próbkę do domu, a nie kupowałam serum w ciemno. No chyba bym się teraz wściekła :/ Koszt pełnowymiarowego opakowania wynosi 479 zł za 30 ml. Cena bardzo wygórowana.
Na dłuższą metę nie jestem w stanie Wam napisać jak działa serum, bo alergia wykluczyła testowanie pełnowymiarowego produktu, ale z tego co widzę po konsystencji kosmetyku to powinien być wydajny. Jest bardzo lejący.
Próbowałam znaleźć skład w internecie i nawet udało mi się go wygooglować ;)
Dla zainteresowanych wstawiam LINK do analizy składu kosmetyku.
Jetem prawie pewna, że to któryś z ekstraktów roślinnych spowodowało alergię. Niestety cera newralgiczna, płytko unaczyniona rządzi się swoimi prawami i nie wszystkie roślinki jej podchodzą.
Wzięłam jeszcze inne próbki z Douglasa, zobaczymy jak się sprawdzą...

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Farsali, Unicorn Essence - baza pod makijaż






Myślę, że nie muszę Wam przedstawiać bazy z firmy Farsali. Jest dosyć znana na YT  i w blogsferze.
Co ciekawe nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że zakupię bazę pod makijaż. Jakoś zawsze odpowiadało mi nakładanie podkładu solo. Tak sobie myślę, że może jest to związane z tym, że jestem posiadaczką bardzo wrażliwej cery i z trudem dobieram sobie każdy kosmetyk... co za tym idzie kolejne testowanie baz  mogłoby się skończyć standardowo już uczuleniem (myśli).
Tak, czy siak mam w swoich zbiorach kosmetycznych bazę Farsali używam jej często, acz nie zawsze, bo zwyczajnie o niej zapominam :D



Opakowanie jest szklane co z jednej strony dodaje uroku, a z drugiej jest niepraktyczne. Dołączona pipeta jest jak najbardziej przydatna :) Sami decydujemy ile nabieramy produktu, nie jest Nam to z góry narzucone.
Baza ta ma interesującą konsystencję. Nie nazwałabym jej tłustą, a i nie żelową. Trudno jest mi ją opisać. Na pewno ma różowy kolor co widać na załączonym obrazku. Jak dla mnie w tym różu są zagłębione mikro 'perełki', które mają powodować blask na cerze. Ja to tak widzę.


Posiada bardzo specyficzny zapach, słodki i zarazem mdły. Na szczęście na dłuższą metę nie jest on wyczuwalny, szybko się ulatnia i Chwała za to, bo na dłuższą metę nie byłabym wstanie mieć jej na buzi.
Baza z pewnością przedłuża trwałość podkładu, niestety nie zauważyłam by nawilżała, a szkoda, bo bardzo na to liczyłam. Moja cera w okresie grzewczym mocno się buntuje. Ciągle jest przesuszona, odwodniona. Suche skórki męczą mnie psychicznie :/ Ciągłe nawilżanie, natłuszczanie, nic nie daje. Praktycznie nie ma dnia w którym nie użyłabym maseczki nawilżającej/regenerującej. Nie mogę się doczekać wiosny kiedy to w końcu buzia odetchnie z ulgą, a ja razem z nią.
Baza spełnia swoją rolę. Utrwala makijaż, przedłuża jego żywotność. Podkłady o wiele lepiej prezentują się na twarzy. Widać, że baza bardzo ładnie z nimi współpracuje. Odnoszę wrażenie, że  napina cerę. Oczywiście dzieje się tak do momentu demakijażu :P Co ważne nie wchodzi w pory, a ma to dla mnie ogromne znaczenie, bo mam rozszerzone pory przy nosie, na skroniach. Praktycznie każdy podkład (solo) wchodzi mi w nie i je podkreśla... Nieestetycznie to wygląda.
Widziałam bardzo dużo pozytywnych opinii  na temat owej bazy (siła YT). Tak sobie myślę, czy jestem z tej bazy na tyle zadowolona by móc zakupić następne opakowanie (jak to miało miejsce przy kremie pod oczy z Bobbi Brown)? Szczerze... Nie wiem. Pewnie gdyby mocniej nawilżała to skusiłabym się na kolejny zakup, a tak to mam wątpliwości :/ 
Obecnie testuję też inną bazę, dam znać jak ta się u mnie sprawdziła :P

środa, 17 stycznia 2018

Bobbi Brown, Extra Eye Repair Cream - krem pod oczy

Witajcie Kochani,

Bardzo dawno mnie nie było w blogsferze. Jak wiecie jest to związane z tym, że urodziłam córeczkę. Ciągle sobie obiecuję, że powrócę do blogowania mimo, że pociecha pochłania cały mój wolny czas. Postaram się jak najczęściej dodawać posty (recenzje), bo mam o czym pisać. Przez prawie rok czasu przetestowałam wiele kosmetyków (kolorowych i pielęgnacyjnych) :)
Ok. Dosyć tego marudzenia pora na recenzję kremu pod oczy, bo z tym dzisiaj do Was przybyłam.




Przez długi czas nie potrafiłam znaleźć i tym samym dopasować do swojej okolicy oczu kremu. Wiecznie coś mi nie odpowiadało... a to nawilżenie słabe, rolował się pod korektorem, uczulał, podrażniał. Bywały dni kiedy odechciewało mi się testować kolejny 'niewypał'.
Kiedyś obiło mi się o uszy, że bardzo dobry krem pod oczy ma firma Bobbi Brown. Niewiele miałam wspólnego z tą marką... W zasadzie miałam od nich raptem kilka produktów, które niekoniecznie się u mnie sprawdziły (mam na myśli tusz do rzęs KLIK). Ciekawość jednak zwyciężyła i w ten oto sposób zaopatrzyłam się w słynny krem pod oczy o nazwie "Extra Eye Repair Cream". 



Cena jest nieziemska. Za słoiczek (15 ml) płacimy aż 315,00 zł :o :o :o Jest to kolosalna kwota... Ale, ale... Wydajność jest równie wysoka. Jeden słoiczek przy codziennym stosowaniu wystarczył mi aż na 9 msc. Uważam, że jest to świetny wynik, wychodzi wtedy ok. 35 msc miesięcznie za porządny krem pod oczy. Wiadomo, wpierw trzeba wydać te 315 zł, ale przykładowo Douglas ma nieraz promocje - 20% na wszystko lub pielęgnację, tak więc wtedy w szczególności polecam polować na te cacuszko (to zawsze 63 zł mniej do płacenia).


Krem fantastycznie sprawuje się pod oczami. Cudownie nawilża tą jakże delikatną okolicę, mam wrażenie, że wygładza i napina. Korektory bardzo dobrze wyglądają bezpośrednio nałożone na ten krem. Nic się nie wałkuje i nie waży. Sama konsystencja produktu jest bardzo bogata, gęsta, masełkowa. Dużo nie potrzeba by nawilżyć okolice oczu. Osobiście jestem z niego niebywale zadowolona. Obecnie zaczęłam używać drugie opakowanie :) 


Wszystko to, co kobiety kochają :)