Featured
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 lutego 2020

Giorgio Armani Prima, CC Cream (SPF 35/PA +++)

PODPIS




Już jakiś czas temu na Polskiej stronie Perfumerii Douglas znalazł się w ofercie najnowszy CC cream od Giorgio Armani. Początkowo nie zwróciłam na niego szczególnej uwagi, bo ostatnio coraz więcej firm wypuszcza nowe podkłady, kremy CC itd. Kiedy jedna z Youtuberek omawiała go na swoim kanale zaciekawiła mnie jej recenzja. Brałam pod uwagę fakt, że mam cerę nadwrażliwą i byłoby miło wpierw przez co najmniej kilka dni przetestować próbkę najnowszego CC kremu. Niestety nie było mi to dane, bo w najbliższej Perfumerii Douglas nie mam marki Giorgio Armani. Poczyniłam więc zakupy w ciemno. Stwierdziłam, że w razie, gdy mnie uczuli to przecież mogę produkt odesłać. To moja cera dyktuje co jej pasuje, a co nie.Wzięłam kolor nr 3, a  dlatego taki, że w było jeszcze lato... Do tego jestem opalona i nie mogłabym wziąć nic jaśniejszego, bo zwyczajnie wyglądałabym komicznie ;)
Na chłodniejsze dni raczej brałabym dla siebie odcień nr 2.
Powiem Wam szczerze, że jest to NAJLEPSZY, tak właśnie tak NAJLEPSZY krem CC z jakim miałam do czynienia. Jest niezwykle lekki przy czym potrafi subtelne niedoskonałości skorygować. Krycie można z powodzeniem budować, nawet pokuszę się o zdanie, że kryje lepiej niż nie jeden krem BB. Przepięknie prezentuje się na twarzy, nie jest wyczuwalny. Nie wchodzi w pory, nie maże się, nie podrażnia i nie uczula. Zostawia na twarzy ZDROWY blask.
Pałam zachwytem nad tym produktem. Oczarował mnie swoją formułą, i tym jak wygląda i się nosi. Dla mnie na ten moment nie ma nic lepszego, naprawdę. Dla przypomnienia jestem posiadaczką cery suchej, przesuszonej, bywa, że i odwodnionej. Na dodatek borykam się z nadwrażliwością :/
Jeżeli macie możliwość dorwać próbkę w Perfumerii to bierzcie i nawet się nie zastanawiajcie ;) Myślę,  że większość z Was będzie zadowolona :) 
Przepraszam za jakość zdjęcia, ale tylko te udało mi się odzyskać :(

sobota, 6 października 2018

FENTY BEAUTY BY RIHANNA Pro Filt'r Soft Matte Longwear Foundation - Podkład do twarzy


Nareszcie zawitała do Polskiej Sephory marka kosmetyczna "Fenty Beauty By Rihanna". Troszeczkę musieliśmy na nią poczekać, ale cieszmy się, że w końcu już jest :)
Usłyszawszy wiele pozytywnych opinii na temat podkładu od Rihanny skusiłam się na jego zakup.
Zakup poczyniłam w ciemno, bo do końca nie wiedziałam jak się u mnie sprawdzi, ale ja lubię ryzykować ;) Niestety nie zawsze wyjdę na tym dobrze, no ale... "kto nie ryzykuje, nie pije szampana ;) ".
Podkład jest w szklanym opakowaniu, posiada plastikową zakrętkę, ma pompkę co mnie bardzo ucieszyło. Wybór odcieni jest ogromny, bo aż 40! Nie kojarzę by jakakolwiek firma kosmetyczna wypuściła TAK DUŻĄ gamę kolorystyczną podkładu. Za to się chwali :)
Wykończenie podkładu jest półmatowe. Zdecydowanie nie jest to płaski mat. Co to to nie...
Konsystencję ma lekką, niewyczuwalną, przyjemną.
Podkład ładnie siedzi na skórze, ale musi mieć pod spodem bazę do twarzy. Najlepiej tą od Rihanny, ale świetnie też się sprawdza baza z Sisleya.
Utrzymuje się na buzi bardzo długo, i to bez poprawek. Jak widzicie piszę o nim same superlatywy... No, ale niestety nie ma tak dobrze :/ Ma jedną ogromną wadę. ZAPYCHA. Po kilku dniach moja twarz prezentowała się paskudnie, okropnie. Wyglądałam jakbym trądzik młodzieńczy przechodziła :o :o

 No coś strasznego... O ile podkład w żadnym stopniu mnie nie uczulił, o tyle pozatykał mi pory po czym moja cera wyglądała jak jeden wielki wulkan. Do dzisiaj leczę twarz... Nie wiem ile mi to jeszcze potrwa, ale uwierzcie mi nie prezentuję się atrakcyjnie :/
Nie pamiętam by jakikolwiek podkład wyrządził mi takie coś na twarzy... No koszmar :/
Jedyny sposób by go zużyć i nie wyrządzić sobie krzywdy jest noszenie go co drugi/trzeci dzień. Zdecydowanie nie codziennie, ale nie wiem, czy gra jest warta świeczki. Chyba spróbuję mu znaleźć nowego właściciela i mam nadzieję, że chociaż tej osobie się podkład sprawdzi.



Prawie bym zapomniała... Podkład oksyduje i to od 1 tonu do 2 tonów. Weźcie to pod uwagę, bo ja kupując kolor 260 nie miałam pojęcia, że będę wyglądać jak mulatka. Musiałam się ratować białą farbką z Make Up For Ever aby rozjaśnić sobie podkład.
Ja na kilometr uciekam od tego produktu. Podkład kompletnie się u mnie nie sprawdził :/
Niestety ze swojej strony nie mogę Wam go polecić :/

Pozdrawiam
Ania



sobota, 29 września 2018

Chanel, CC Cream - Kompleksowa korekcja SPF 50/PA +++

Większość z Was już pewnie wie, że poprzednia wersja CC creamu od Chanel została na jakiś czas 'wycofana' z Perfumerii. Nikt nie wiedział czemu tak się stało? Co było powodem?
Aż tu nagle wieść  niesie, że nie lada moment w Perfumeriach ponownie będzie dostępny CC od Chanelki. Oczywiście w nowej, ulepszonej formule. Nie inaczej ;)
Starą wersję bardzo lubiłam. Choć była dla mnie za ciężka na lato tak na jesień, zimę się sprawdzała :) Nowa wersja ma dużo lżejszą konsystencję. Jest wciąż gęsta, ale nie aż tak jak ta wcześniejsza.
Krycie dalej jest dobre, powiedziałabym nawet, że baardzo baardzo dobre jak na krem CC. Spokojnie można dokładać warstwy dzięki czemu uzyskamy jeszcze większe krycie. Mnie osobiście jedna cienka warstwa wystarcza na wyrównanie kolorytu cery, przykrycie drobnych niedoskonałości.
Nie lubię mieć tapety na twarzy wówczas nakładam go w minimalnej ilości.
Produkt ma dla mnie jedną wadę (pomijając cenę). Zawiera w składzie śliwkę murunga, która ma ogromną ilość witaminy C. A jak wiemy witamina ta działa na początku (przynajmniej u takich osób jak ja) nadreaktywnie, podrażniająco. Przez pierwszy tydzień testowania CC kremu zawsze na około 20 minut (od momentu nałożeniu) czułam dyskomfort na buzi. Cera automatycznie stała się różowa i ciepła. Po tym czasie wszystko mijało. Po około tygodniu twarz oswoiła się ze stężeniem witaminy C i skóra przestała źle reagować.


Teraz najistotniejsza kwestia. Jak się zachowuje CC krem na twarzy? Bez bazy wygląda pięknie. Nie powchodził mi w rozszerzone pory, nie ciastkuje się, nie warzy. Skóra jest ujednolicona, świetlista, napięta. Nie wygląda sztucznie. Wiadomo, że nałożony na bazę wygląda obłędnie, ale równie dobrze prezentuje się i bez niej. Rozprowadza się bardzo równomiernie, sunie gładko po twarzy. Nie tworzy nieestetycznych placków, smug. Dostaje dużo komplementów kiedy mam go na buzi, więc coś musi w nim być :)
Polecam, nie polecam?

Sam produkt wywołał u mnie wielkie WOW i  być może będąc w sklepie sięgnę nieraz po niego... Acz wydaje mi się, że tak jak poprzednia wersja będzie lepszy na jesień (czyli na teraz), zimę i początek wiosny. Nie jestem pewna, czy w lato (upały powyżej 30 stopni) się sprawdzi. Raczej spodziewałabym się tego, że spłynie mi z twarzy.
Zdjęcie ze swatchem dodam później. Jakby ktoś by pytał to posiadam odcień nr 30 beige.

Pozdrawiam
Ania


czwartek, 30 sierpnia 2018

BECCA Hydra-Mist Set and Refresh Powder - Puder utrwalający

PODPIS

Nadchodzę z recenzją najnowszego pudru utrwalającego od Becca... ;) A tak serio to z przyjemnością napiszę Wam o swoich przemyśleniach względem tego cacka.
Po pierwsze i co najważniejsze (jak dla mnie) puder ściągałam z zagranicznego sklepu online, bo u Nas oczywiście go nie było. Dopiero od niedawna jest dostępny na www.sephora.pl
Żeby Was nie skłamać mam go bodajże od początku maja tego roku. Mogę nieznacznie się mylić, ale jakoś mniej więcej w tym czasie pokusiłam się o jego zdobycie.
Najbardziej byłam ciekawa "wilgotnego pudru". No bo... jakby na to nie patrzeć to jest kompletne zaprzeczenie tego co do tej pory było wypuszczane na rynek. Dumałam więc sobie jak może być wilgotny puder? Niby jak to zrobili?... Jak już paczka do mnie dotarła, otworzyłam zawartość opakowania to faktycznie miałam do czynienia z wilgotnym sypańcem. W dalszym ciągu byłam w szoku, ale tym bardziej z wielką ochotą zaczęłam go testować.


Mamy do czynienia z półtransparentnym proszkiem, który fenomenalnie sprawdza się do twarzy, acz nie do końca pod oczami. Zostawia przepiękne wygładzenie, efekt photoshopa, którego tak pragniemy mieć. Nie ma tendencji do ważenia się, wchodzenia w pory, podkreślanie suchych skórek, robienia smug. Bardzo ładnie matuje cerę, nie jest to płaski mat. Myślę, że lepiej się sprawdzi przy cerze normalnej, suchej, ale nie przesuszonej. Przy cerach tłustych i mieszanej raczej bym sobie go odpuściła, bo zwyczajnie nie będziecie z niego zadowolone. Ja mając cerę suchą zostaję zmatowiona na dobre 7 h, raczej nie dłużej. Nie zauważyłam by kłócił się z jakimkolwiek moim podkładem, kremem BB, czy też CC. Raczej współgra ze wszystkim co mam na twarzy.



Jest jedna kwestia, która mnie trochę zdziwiła i zirytowała... Puder po czasie staje się suchy jak każdy inny tego rodzaju produkt. Innym słowem wysycha w opakowaniu! Zastanawia mnie dlaczego tak się dzieje skoro za każdym razem domykam wieczko. Nie ma opcji bym go źle zamknęła. Zawsze sobie tego pilnowałam, a tu masz Ci los... suchar mam w opakowaniu :/ Żeby tego było mało po ok. 2/3 tygodniach był już suchy.
W moim odczuciu puder jest godny uwagi. Pomińmy fakt, że wysycha... Ale jaki efekt zostawia na twarzy :) Dla mnie to jest mistrzostwo świata :) Za każdym razem kiedy mam go na buzi dostaję komplementy i zapytanie co to takiego? :) To chyba o czymś świadczy, prawda? :)

Pozdrawiam
Ania


czwartek, 15 marca 2018

Lorac Pro Matte Eyeshadow Palette - Cienie do powiek

Po raz pierwszy usłyszałam o tych cieniach na YT. Maxineczka wyrażała się na ich temat w samych superlatywach. Nie mogłam się oprzeć i zamówiłam paletkę z Loraca. Czy dobrze zrobiłam dowiecie się o tym wkrótce ;)

Moja paletka zawiera 8 cieni do powiek, są w pełni matowe.
Pigmentację mają fenomenalną, zachwycającą :) Zanurzając pędzelek w cieniu, następnie przenosząc go na powiekę mam wrażenie, że ten cień nigdy się nie kończy. Cały czas go rozprowadzam na oku :D Jest to fantastyczna sprawa, bo dzięki temu nie musimy ciągle ciaprać pędzla w paletce by uzyskać dobrą pigmentację na powiekach.
Kolory są naprawdę pięknie skomponowane. Idealnie nadają się na dzień jak i na wieczór.
Można szaleć do woli :) Całkiem sporo kombinacji da się poczynić :)
Nie robiłam swatchy na ręce, bo uważam, że w sieci jest tyle dobrze zrobionych zdjęć, że kolejne jest już tylko zbędne. Przykładowo TUTAJ świetnie widać swatche. Kolory pokrywają się z rzeczywistością.


Najczęściej używam koloru BARE. Jest to piękny beż, oczywiście matowy (jak sama nazwa paletki wskazuje).
Za to w ogóle nie stosuję odcienia LINEN. Zdecydowanie jest to zbyt biały kolor (żeby nie powiedzieć kredowa biel). Nie widzę w nim zastosowania na co dzień.
Moje ulubione połączenie to BARE plus CORDUROY. Zdarza się też, że łączę BARE z CHOCOLATE lub LATE. Za dnia nie lubię intensywnego makijażu oka dlatego staram się wybierać delikatne połączenia, a jeśli zdecyduję się na ciemniejszy zewnętrzny kącik oka to dość długo  go blenduję by ostatecznie przypominał chmurkę ciemnego koloru na oku (zewn, kącik). Wersję ciemniejszą wolę u siebie na wieczór.
Do paletki zostało dołączone lusterko. Jego jakość pozostawia wieeele do życzenia. Tak naprawdę nie nadaje się do użytku. Przysporzyłby Nam więcej trudu niż pomocy :P Nie wiem po co firma dołącza lusterko, które nie spełnia swojej roli :/ równocześnie mogłoby go nie być.
Uważam, że dobrze zrobiłam inwestując w Loraca. Paletka jest naprawdę świetna. Genialnie się z nią pracuje, pigmentacja jest na najwyższym poziomie, cienie pięknie się ze sobą łączą, łatwo rozcierają, długo utrzymują. Poza tandetnym lusterkiem nie mogę jej nic więcej zarzucić.

Pozdrawiam
Ania










poniedziałek, 12 lutego 2018

Helena Rubinstein, Magic Concealer - korektor pod oczy

Tak sobie dumam ile to razy myślałam nad zaopatrzeniem się w korektor od Helenki.
Jakoś ciągle nie było mi z nim po drodze. Niby go chciałam, ale nie aż tak mocno i stąd 'nie umiałam go kupić'. Oczywiście napisałam to w przenośni, bo w mojej Sephorze marka jest dostępna od ręki, ale moje niezdecydowanie było na tyle silne, że wiecznie go nie brałam do koszyka.
No, ale chyba dorosłam do tego by go w końcu kupić :D Tak! Zrobiłam to :D Nareszcie... ;)

Korektor zamknięty jest w małej tubeczce z dziubkiem. Tubka nie jest jakoś specjalnie sztywna. Dosyć wygodnie się nią operuje. Łatwo i szybko wydobywa się z niej zawartość produktu. Do dyspozycji mamy aż 15 ml. To całkiem spora ilość jak na korektor. Najczęściej mamy do użytku znacznie niższą gramaturę.

Aplikacja jest szybka i prosta. Niewielka ilość produktu wystarczy na pokrycie niedużych cieni pod oczami. Z większymi raczej nie da rady (tutaj bardziej poleciłabym Tarte Shape Tape lub kamuflaż z MUFE). Osobiście uważam, że Magic Concealer posiada średnie krycie. Dla mnie wystarczające.
Korektor nie wygląda sucho, ale po kilku h od nałożenia wysusza mi okolice pod oczami, czuję ściągnięcie i dyskomfort. Jest bardzo wydajny, ładnie się łączy z podkładami. Nie zauważyłam by oksydował.

Mam mu do zarzucenia kilka rzeczy. Przede wszystkim przeokropnie waży się, wchodzi w załamania (zmarszczki mimiczne) i... po dłuższym stosowaniu uczula okolice oczu. Jeżeli korektor stosuje codziennie to po tygodniu mam wysyp pod oczami. Jeśli zaś nanoszę go 3/4 razy w tygodniu (co drugi dzień) to nic takiego się nie dzieje. Doszłam już do tego dlaczego tak jest. Nie wiedziałam, że w składzie korektora wchodzi ekstrakt z rumianku i oto cały winowajca.

Niestety tym razem Helenka mnie zawiodła. Spodziewałam się czegoś lepszego.
Korektor nie spełnia moich oczekiwań. Zużyję go, ale raczej więcej nie kupię.

Pozdrawiam
Ania






niedziela, 4 lutego 2018

Kat Von D, Everlasting Liquid Lipstick - Płynna szminka do ust


Muszę się Wam przyznać, że średnio lubię malować usta. Nie wiem dlaczego tak jest, ale tak już mam. Jedną z moich ulubionych matowych pomadek do ust jest ta od Jeffree Star. Kiedyś o niej pisałam recenzję LINK.
Jeżeli już mam sięgnąć po matową szminkę to z rozkoszą sięgam po Jeffree Star. Konsystencja jest fenomenalna :)
Na płynną szminkę od Kat Von D polowałam od dłuższego czasu. Niby chciałam ją wypróbować, ale  miałam chwilę zwątpienia, czy warto w nią inwestować. Jakoś marka Kat Von D nie robi na mnie wrażenia :P Cały ten szum (dotyczący marki) zadziałał na mnie negatywnie. Człowiek tak czasami ma albo go jakaś marka interesuje albo nie wzbudza zainteresowania. Ja tak właśnie mam względem marki Kat Von D, Chanel, The Balm, Too Faced itp. No, ale do rzeczy ;)



W opakowaniu mamy 6,6 ml produktu, cena to 89,00 zł, ważna jest 12 msc od otwarcia.
Szminkę można kupić w Sephorze. Bodajże mamy 41 odcieni. Tak więc całkiem spory wybór.
Pierwsza myśl jaka przychodzi mi do głowy (kiedy tylko o niej pomyślę) bardzo dziwnie nosi się ją na ustach. Mam cały czas wrażenie, że coś suchego przyczepiło mi się do ust. Szczerze to właśnie w tym momencie za każdym razem mam ochotę ją zetrzeć/zmyć. Te uczucie jest na tyle dziwne, drażniące i dla mnie nie do zaakceptowania, że mnie wręcz frustruje. Następna wada: szybko znika z ust. W żaden sposób nie mogę jej porównać do Jeffree Star. Ten trzyma się dzielnie (no chyba, że zjemy tłuste danie, ale wtedy każda szminka polegnie, bo tłuszcz rozpuszcza).
Kolor jaki posiadam to Lovecraft. Jest bardzo ładny do momentu kiedy nie oksyduje. Potem staje się za ciemny. Ostatnio stwierdziłam, że wolę jaśniejsze kolory na ustach (jak już), ale nie typowe nudziaki, beże - to absolutnie odpada. Wciąż bardzo lubię podtony różowe, głównie takie mi pasują i takie staram się nabywać.





Krótko podsumowując: Nie jestem w stanie używać matowej płynnej szminki do ust od Kat Von D.
Nie mam przyjemności z jej stosowania, wysusza moje usta, szybko schodzi, oksyduje (dość konkretnie).

Życzę miłej niedzieli :)




sobota, 27 stycznia 2018

Moje pierwsze wrażenia: Dior, Diorskin Forever Undercover - podkład do twarzy



Marka Dior stosunkowo niedawno wypuściła na rynek nowy podkład do twarzy. Lubię testować nowe podkłady, bo twierdzę, że a nóż ten będzie dla mnie idealny... Co prawda znalazłam już swojego faworyta o którym wkrótce będzie osobny post, ale kobieca ciekawość nigdy nie jest zaspokojona i przez to wciąż poszukuję i ochoczo testuje podkładowe nowości :D ;)


Będąc w Douglasie poprosiłam o zrobienie próbki z podkładu Diorskin Forever Undercover.  Ekspedientka zrobiła próbkę koloru nr 010 Ivory.
Jak tylko wróciłam do domu od razu zabrałam się za testowanie.
Po pierwszym użyciu wiedziałam, że się nie zaprzyjaźnimy. Podkład ekstremalnie podkreśla suche skórki, a tego nie potrzebuję. Dla mnie za mocno matuje, mam dyskomfort na twarzy. Czuję ściągnięcie na czole i policzkach. Kolor 010 jest bardzo ciemny (a jest to najjaśniejszy kolor w gamie). Bladolice nie znajdą dla siebie odcienia. Mało tego podkład oksyduje (ciemnieje).
Krycie wcale nie jest mocne, raczej średnie.


Produkt pełnowymiarowy kosztuje 205,00 zł bodajże za 40 ml (zazwyczaj, a w sumie prawie zawsze mamy 30 ml).
To tyle spostrzeżeń.
Reasumując: Jestem na nie. Dla mnie ten podkład nie jest wart uwagi, pieniędzy. Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że moja cera nie przepada za matowymi i długotrwałymi podkładami. Mam wrażenie, że ich nie toleruje.

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Farsali, Unicorn Essence - baza pod makijaż






Myślę, że nie muszę Wam przedstawiać bazy z firmy Farsali. Jest dosyć znana na YT  i w blogsferze.
Co ciekawe nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że zakupię bazę pod makijaż. Jakoś zawsze odpowiadało mi nakładanie podkładu solo. Tak sobie myślę, że może jest to związane z tym, że jestem posiadaczką bardzo wrażliwej cery i z trudem dobieram sobie każdy kosmetyk... co za tym idzie kolejne testowanie baz  mogłoby się skończyć standardowo już uczuleniem (myśli).
Tak, czy siak mam w swoich zbiorach kosmetycznych bazę Farsali używam jej często, acz nie zawsze, bo zwyczajnie o niej zapominam :D



Opakowanie jest szklane co z jednej strony dodaje uroku, a z drugiej jest niepraktyczne. Dołączona pipeta jest jak najbardziej przydatna :) Sami decydujemy ile nabieramy produktu, nie jest Nam to z góry narzucone.
Baza ta ma interesującą konsystencję. Nie nazwałabym jej tłustą, a i nie żelową. Trudno jest mi ją opisać. Na pewno ma różowy kolor co widać na załączonym obrazku. Jak dla mnie w tym różu są zagłębione mikro 'perełki', które mają powodować blask na cerze. Ja to tak widzę.


Posiada bardzo specyficzny zapach, słodki i zarazem mdły. Na szczęście na dłuższą metę nie jest on wyczuwalny, szybko się ulatnia i Chwała za to, bo na dłuższą metę nie byłabym wstanie mieć jej na buzi.
Baza z pewnością przedłuża trwałość podkładu, niestety nie zauważyłam by nawilżała, a szkoda, bo bardzo na to liczyłam. Moja cera w okresie grzewczym mocno się buntuje. Ciągle jest przesuszona, odwodniona. Suche skórki męczą mnie psychicznie :/ Ciągłe nawilżanie, natłuszczanie, nic nie daje. Praktycznie nie ma dnia w którym nie użyłabym maseczki nawilżającej/regenerującej. Nie mogę się doczekać wiosny kiedy to w końcu buzia odetchnie z ulgą, a ja razem z nią.
Baza spełnia swoją rolę. Utrwala makijaż, przedłuża jego żywotność. Podkłady o wiele lepiej prezentują się na twarzy. Widać, że baza bardzo ładnie z nimi współpracuje. Odnoszę wrażenie, że  napina cerę. Oczywiście dzieje się tak do momentu demakijażu :P Co ważne nie wchodzi w pory, a ma to dla mnie ogromne znaczenie, bo mam rozszerzone pory przy nosie, na skroniach. Praktycznie każdy podkład (solo) wchodzi mi w nie i je podkreśla... Nieestetycznie to wygląda.
Widziałam bardzo dużo pozytywnych opinii  na temat owej bazy (siła YT). Tak sobie myślę, czy jestem z tej bazy na tyle zadowolona by móc zakupić następne opakowanie (jak to miało miejsce przy kremie pod oczy z Bobbi Brown)? Szczerze... Nie wiem. Pewnie gdyby mocniej nawilżała to skusiłabym się na kolejny zakup, a tak to mam wątpliwości :/ 
Obecnie testuję też inną bazę, dam znać jak ta się u mnie sprawdziła :P

czwartek, 2 lutego 2017

Charlotte Tilbury, Face Powder Air Brush Flawless Finish - Puder do twarzy



Jest mi tylko niezmiernie przykro, że te kosmetyki Charlotte są tak ciężko dostępne w PL. By je zdobyć należy sprowadzać je z zagranicznych sklepów internetowych ewentualnie można kupić w sklepie online www.pl.houseofbeauty.co.uk co mi kompletnie nie idzie na rękę.
Zawsze to jakieś wyjście, aczkolwiek nie do końca mnie ono cieszy, bo na houseofbeauty czas oczekiwania na dostawę jest nawet 14 dni roboczych... Jak możemy się domyślić w tym czasie  kosmetyki od Charlotte zostają sprowadzone do PL z magazynu, który znajduje się w UK. Dla mnie najgorszy jest czas oczekiwanie na przesyłkę, nigdy nie lubiłam czekać na paczki. Zawsze jak coś chciałam sobie kupić to jechałam bezpośrednio do Sephory lub Douglasa wybierałam produkt na miejscu i już. I takie zakupy lubię, czekania strasznie mnie męczy, tym bardziej jeśli się porządnie nakręcę  na jakiś kosmetyk/firmę. Tyle słowem wstępu ;)



No dobra, przechodzę do meritum ;) Czaiłam się bardzo długo na puder od Charlotte. Do końca nie byłam zdecydowana co do koloru. Brałam pod uwagę opcję "fair" i "medium". W efekcie końcowym skusiłam się na FAIR. Trochę tego żałuję, bo kolor jest dla mnie zdecydowanie za jasny,  miałam wziąć ten MEDIUM. Z drugiej strony lepiej mieć za jasny niż za ciemny. Puder ma 8 gramów. Hmm, no nie jest to duża pojemność, nie czarujmy się, ale ciekawość i chęć wypróbowania wygrała ;) Cena pudru mnie powaliła na łopatki, płacimy za niego aż 239,00 zł (plus koszt dostawy).

O tym, czy warto było sprowadzać puder zza granicy i płacić za niego taką kwotę dowiecie się poniżej ;)



Opakowanie pudru jest niezwykle eleganckie, luksusowe, szwarne. Kolor puzderka jest przepiękny :)  Wewnątrz opakowania mamy lusterko, no i wiadomo puder :D bez zbędnego puszka.
Odcień pudru jest bardzo jasny, według mnie będzie się nadawał dla bladolicych.
Pocierając puder palcem czujemy jego wysoką jakość. Puder jest miałki, czyli bardzo bardzo bardzo drobno zmielony, a to tylko działa na jego korzyść. Tak szczerze to chyba pierwszy raz mam do czynienia z takim miałkim pudrem.
Elegancko nakłada się na twarz, absolutnie nie mamy efekt ciastka na buzi. Długo się otrzymuje, utrwala makijaż. Z biegiem czasu nie zmienia koloru (nie oksyduje), nie migruje. Nie jest wyczuwalny na twarzy pod warunkiem, że nie nałożymy go tonę ;) Niestety ma jeden ogromny MINUS. Moja osoba nie jest w stanie go używać, gdyż mnie uczula. Po każdej aplikacji wyglądałam jakby mnie ktoś oparzył O.o  Na początku nie wiedziałam, że to sprawka pudru. Brałam pod uwagę różne opcje. Prawda okazała się być brutalna :( Gdyby nie uczulenie byłby moim faworytem. Zdecydowanie należałby do grona cudownych kosmetyków, a tak to nic z tego :(

Pozdrawiam
Ania







piątek, 2 grudnia 2016

M Brush by Maxineczka pędzel do makijażu 02

Dzisiejszy wpis jest kontynuacją postów dotyczących pędzli od Maxineczki :)
Już od jakiegoś czasu zaczęłam kolekcjonować wysokiej klasy pędzelki. W tym właśnie te od Asi :) Zależy mi głównie na wysokiej jakości włosia. W tym przypadku cena nie ma znaczenia. Włosie ma być niebywale miękkie, delikatne. Kształtem ma odpowiadać moim wytycznym. Koniecznie musi nadawać się dla cer wrażliwych ze skłonnością do zaczerwień. Trzonek nie musi być długi, czym krótszy tym lepiej, ale za krótki też nie może być ;) Oczywiście to są moje wymogi, każda z Was może mieć inne :)

Pędzel 02 przede wszystkim ma mi służyć do konturowania twarzy, a także do blendowania konturu,  takie było moje założenie nabywając 02. Jakby ktoś pytał ja swój model kupiłam na www.mintishop.pl za cenę 139,90 zł (plus przesyłka). Podczas użytkowania zauważyłam, że wypadł z niego raptem jeden włosek, co jest absolutnie normalną rzeczą przy tego typu pędzlach. Produkty do konturowania nakłada się nim bardzo sprawnie, miło, przyjemnie :) Nic Nas w twarz nie kłuje, nie trze. Włosie jest niebywale miękkie, jedwabiste, delikatne, wręcz idealne do cer ekstremalnie wrażliwych, naczynkowych. Tutaj mamy pewność, że Nasza buzia nie będzie 'porysowana', zdecydowanie nie mamy do czynienia ze "szczotą".  Pędzel został wykonany z wysokiej jakości włosia, i to się chwali. Dla mnie wrażliwca jest to ogromnie istotna kwestia, czy włosie mogłoby mi w  jakikolwiek sposób podrażnić cerę. Wystarczy, że na co dzień muszę niezwykle subtelnie dbać o buzie by nie zrobić jej krzywdy. Makijaż ma mi sprawiać przyjemność, satysfakcję, a żeby tak było nie tylko kolorówka, ale i akcesoria odgrywają tutaj kluczową rolę. Dlatego ja stawiam na jakość, nie na ilość. Wolę mieć kilkanaście pędzli wysokopółkowych z cudownym włosiem niżeli 100 z tandetnym, kłującym, drapiącym czymś...

Pędzelek myję mydełkiem od beautyblendera. Bez problemu wszystko domywa. Czasami na włosię nakładam odżywkę lub maseczkę, odczekuje ok. 30 min i zmywam letnią wodą. Pędzelek wkładam do siateczki i susze na ręczniku. O to cała filozofia mycia pędzelka :) Po wyjęciu pędzelka z siateczki włoski mam pięknie ułożone, pędzelek w dalszym ciągu ma swój pierwotny kształt i wciąż można się nim cieszyć :) 
Być może któraś z Was mnie zapyta, czy zdecyduję się na zakup innych pędzli od Maxineczki? Zdecydowanie tak :) Uważam, że każda z Nas ceniąca sobie cudowne naturalne włosie powinna chociaż jeden pędzelek kupić.

Kochani, słyszeliście, że Maxineczka wypuści na PL rynek 7 nowych pędzelków? Ponoć ok. 15 grudnia powinny być już dostępne w sklepie online (www.mintishop.pl). Polujecie na jakiś model? :)

Pozdrawiam
Ania


sobota, 17 września 2016

Charlotte Tilbury, Filmstar Bronze & Glow




O kosmetykach Charlotte Tilbury w sieci aż wrze ;) Mnóstwo pozytywnych opinii można przeczytać na temat produktu Filmstar Bronze & Glow. Bardzo długo biłam się z myślami, czy go kupić. Wolałabym go przed zakupem zmacać, aby ostatecznie zdecydować się na jego wybór. Ale jak to zrobić kiedy nie mieszka się za granicą i nie mamy możliwości dotknąć, wypróbować zainteresowany produkt? Ciężka sprawa, prawda?... Zostaje więc opcja 'zakupy w ciemno' i podgląd na swatche/filmiki w sieci.


Zdecydowałam się wydać nie małą kwotę na "Filmstar Bronze & Glow". Nie mała, bo aż 350,00 zł.
Czy pożałowałam wydanych pieniędzy? Przekonacie się nieco niżej ;)


Opakowanie bronzero-rozświetlacza jest bajeranckie. Wzbudziło we mnie zachwyt. Dla mnie jest cudowne, bajeczne, nieprzesadzone :) Trafia w 100 % w mój gust :)
Posiada w środku lusterko, a na nim w górnym rogu z prawej strony mamy przesłodką białą gwiazdkę <3



 
Kolory obu produktów są nasycone, łatwo z nimi przedobrzyć. Kiedy pierwszy raz nałożyłam bronzer, czułam, że trochę przegięłam. Musiałam więc wziąć duży zbity pędzel i rozblendować całość do momentu kiedy stwierdziłam, że mogę 'z tym czymś' wyjść :D Ha ha ;)
Myślałam, że ilość, którą nałożyłam była stosunkowo niewielka, ale się pomyliłam :D
Bronzer nie ma tendencji do robienia plam, zacieków, smug. Z łatwością daje się rozblendować :) Osobiście używam go jako bronzer do ocieplania twarzy, a nie jako produkt do konturowania, zresztą nawet nie jest do tego przeznaczony. Musicie się liczyć z tym, że nie posiada w sobie ani krzty chłodnych tonów, wyraźnie są one ciepłe... Wstawiam Wam zdjęcie porównawcze. 




Po lewej stronie jest Charlotte Tilbury, a z prawej mamy The Balm Bahama Mama. Różnica jest kolosalna, prawda? Widać, że Charlotte ma bardzo specyficzny kolor i tak naprawdę z dużym powodzeniem możemy go zastosować w formie różu.
Jeśli chodzi o rozświetlacz przypomina mi Mary Lou z The Balm. Z tym, że jest to jego łagodniejsza wersja. Daje przepiękne rozświetlenie przy czym nie wyglądamy tandetnie. Widzę w nim drobinki, ale z pewnością nie jest to brokat. Tak samo jak bronzer nadmiar z łatwością można usunąć. Kolor  jest szampański. Wydaje mi się, że i ciepłym i zimnym tonom będzie w nim do twarzy.


Te oto duo w moim odczuciu z powodzeniem możemy stosować na dzień jak i na wieczór, raczej nie wyrządzimy sobie nim krzywdy. Oczywiście intensywność sami musimy sobie dopasować. Co kto lubi.
Wydajność powala, ciężko będzie mi go zużyć np. w ciągu roku. Raczej będzie to niemożliwe. Na szczęście nie muszę się z tym spieszyć, bo ważny jest 30 miesięcy od otwarcia. 
Bronzer nakładam pędzlem od Maxineczki w numerze 02 (zakupiłam go w MintiShopie). Bardzo dobrze się nim aplikuje bronzery, produkty do konturowania, z łatwością blenduje. Więcej na jego temat będzie w osobnej recenzji.   
Nie żałuję zakupu, aczkolwiek spodziewałam się bronzera bardziej brązowego niż czegoś z różowymi podtonami :P
Z pewnością go zużyję, bez przymusu, a z chęcią :)
P.S Ponoć jest to najlepiej sprzedający się kosmetyk od Charlotte ;)

Życzę miłej niedzieli :)
Pozdrawiam
Ania









Wszystko to, co kobiety kochają :)