Featured

sobota, 20 lipca 2024

Ulubiony bronzer i róż do policzków


 

Wiosna przeminęła jak z bicza strzelił, lato wciąż trwa i stąd pomysł na dwóch ulubieńców wiosny i lata roku 2024. Oczywiście z wielkim powodzeniem znalazłoby się ich więcej, ale na razie poprzestańmy przy skromnej ilości.


 

Zacznę od bronzera marki GUCCI. Mój bronzer jest w kolorze 02. Wydawać by się mogło, że dwójeczka będzie dosyć jasna, ale w rzeczywistości tak nie jest. Z góry już informuję, że dla alabastrowych cer będzie zdecydowanie za ciemna. Podtony ma niejednoznaczne... Widzę w nim brąz, złote drobinki, ale i tony czerwone. Na mojej oliwkowej (zielone tony) cerze wybija się czerwony ton. Nie jest go nie wiadomo jak dużo, ale potrafi się odznaczać. Zdecydowanie nie można go nakładać mega luźnym pędzlem (czytaj włosiem) ponieważ bardzo mocno się osypuje. Tutaj mile widziany jest zbity pędzel, a przy nabieraniu go proponowałabym wciskać pędzel do opakowania. Kręcenie pędzlem w lewo i w prawo spowoduje większy osyp. Pigmentacja jest na bardzo wysokim poziomie. Odrobinka wystarczy by nałożyć go na buzie. Nie ma co z nim przesadzać, bo narobicie sobie plam, a nie w tym rzecz. Przypomniało mi się jeszcze, że bronzer ma niesamowicie piękny zapach. Osoby nielubiące zapachu w kolorówce mogą nie być zadowolone z tego powodu. Mnie on nie przeszkadza, ba a nawet nie podrażnia co mnie zdziwiło (wiecie jaki ze mnie jest alergik). W opakowaniu mamy 12 gramów produktu. Nie wiem jak ta pojemność będzie miała się do wydajności kosmetyku, bo jak zaznaczyłam wyżej bronzer ma duże tendencje do osypywania się co niestety przekłada się na szybsze zużycie. Dostępność jest powiedziałabym kiepska. Widziałam go tylko na www.looktop.pl i to za duże pieniądze... Buszując w internecie nie natknęłam się na inną PL stronę, która by go miała w ofercie.


 

Bronzer spodobał mi się, ale nie wiem, czy w przyszłości nie zakupię jaśniejszego odcienia... Muszę o nim więcej poczytać. Może nie będzie miał różowych tonów.

 

 

Płynnie przejdziemy sobie teraz do różu z marki Sisley w kolorze 03. Można rzec żadna nowość na rynku, prawda? Może i tak, ale jak dla mnie to jest wciąż klasyk wśród róży. Kolor, który mam jest koralowy z drobinkami. Bardzo łatwy do nakładania produkt. Tutaj w porównaniu do bronzera nie zrobimy sobie krzywdy. Pigmentacja jest kontrolowana. Budowanie koloru na polikach jest bardzo proste. Nabierając go pędzlem nie zrobimy sobie plam. Nie wiem jaką ilość musielibyście nałożyć by zrobić sobie nim krzywdę. Ledwo co się pyli i na pewno nie jest to tak mocny osyp jak miało to miejsce u Gucciego. Kolor jest w mojej ocenie obłędny. Przecudownie wygląda na jasnych karnacjach jak i na tych ciemniejszych. Opalizujące drobinki w słoneczku cudownie się odbijają. Wydajny jest i to konkretnie, ciężko jest go zużyć. Chyba minie kilka lat zanim go "wykończę do cna".

 

Poniżej zrobiłam zdjęcia w świetle dziennym w domu jak i na podwórku.

Produkty roztarłam opuszkiem palca na ręce.

Możecie sobie porównać fotki w różnym oświetleniu.




Jak tam u Was z pogodą? Mam nadzieję, że burze, które w ostatnim czasie doświadczyliśmy ominą nas już szerokim łukiem. Życzę Wam pogodnego weekendu :) :)

Serdeczności dla Was :) :)


piątek, 3 maja 2024

By Terry Eclat Opulent Serum Foundation - 3 Latte


Nie mam pewności, ale wydaje mi się, że doszło do reformulacji tego podkładu chyba z rok, a może i dwa lata temu. Z tego co widziałam w internecie skład uległ zmianie. 


Dla mnie nawet z korzyścią, bo poprzedni miał butyl glycol w składzie, a ten wywołuje u mnie silną alergię szczególnie w dużym stężeniu. 


Jak widzimy na opakowaniu podkład jest w słoiczku. No nie powiem żeby mnie to nie denerwowało... Wolałabym bardziej higieniczną formę podania. Staram się mimo wszystko nie wkładać paluchów do słoika, używam do tego szpatułki. 


Minusem jak dla mnie ogromnym jest jest data ważności. Należy go zużyć do 3 miesięcy od momentu otwarcia słoiczka... Zamurowało mnie w domu kiedy to przeczytałam na kartonowym opakowaniu. Domyślam się, że kosmetyk nie jest przeładowany chemią, i nie ma zbyt wielu konserwantów o ile w ogóle je ma...


Musiałabym codziennie tylko tym podkładem malować buzię by go zużyć w tym czasie. Myślałam, że chociaż będę miała 6 miesięcy czasu na zużycie owego podkładu.


 

A co ja myślę o samym podkładzie? Bardzo dobrze mi się go aplikuje. Mam wrażenie, że zmiękcza rysy twarzy. Jest przyjemny w noszeniu. Ostatnio miałam możliwość przetestować go przez 13 h. Oczywiście już po 8 godzinach świeciłam się i to dość mocno. Starł mi się z brody, ale jest to moje newralgiczne miejsce, więc wcale się nie dziwię, że tak było. Tak poza tym nie mam mu nic do zarzucenia, bo spisał się na medal. Kolor, który sobie wybrałam ma piękne żółte tony. Męczy mnie tylko jego krótka data ważności...

 

Podkład z całego serca mogę polecić cerą suchym, delikatnym o cienkiej strukturze skóry. Nie czuć go na cerze co jest dodatkowym atutem.

niedziela, 28 kwietnia 2024

Tom Ford, Soleil Neige Liquid Lip Blush - edycja limitowana

Witajcie w niedzielne popołudnie,

 

W ten kwietniowy ciepły dzień bierzemy na tapet najnowszą edycję limitowaną od Tomka Forda. Zauważyłam, że nie wszędzie jest jeszcze dostępna, albo tak szybko się wyprzedała...


 

Bardzo mocno zainteresował mnie błyszczyk, który zmienia kolor pod wpływem ph naszej skóry/ ust. Ma stawać się różowy, a jak bardzo intensywnie to zależy też między innymi od czerwieni wargowej danej osoby.


 

Efekt można potęgować dokładając kolejną warstwę kosmetyku. Wtedy z delikatnego różu zaczyna się robić fuksjowy odcień. Przynajmniej ma to miejsce na moim kolorycie ust.

 

 

Wadą błyszczyka jest jego krótkie utrzymywanie się... Błyszcząca poświata dość szybko zanika. O ile sam kolor potrafi dość długo się utrzymać o tyle błyszczenie schodzi w zastraszającym tempie. Nawilżenie też nie jest jakieś ekstremalne... 


 

Z drugiej strony nie jest to żadna trwała pomadka w płynie tylko ot tak zwykły lip balm :P Dla mnie ten produkt to taka forma zabawy... Mam ochotę na oryginalny kolor ust to idzie w ruch, ale czy jest warty zakupu? Hmm... Jeżeli macie ochotę pobawić się dość niespotykanym efektem na ustach to polecam :)

czwartek, 25 kwietnia 2024

Powitanie i recenzja korektora od Giorgio Armani

Witajcie po bardzo długiej przerwie...


Sporo czasu mnie tutaj nie było, niestety życie swoje zweryfikowało stąd przerwa w blogasku.Wracam do Was z nowymi recenzjami kosmetyków, a i może wpadną przepisy kulinarne, które miałam możliwość wypróbować we własnej kuchni :) Zatem dzisiaj przybywam z korektorem do twarzy z marki Giorgio Armani wersja power fabric plus.


 

Korektor w mojej ocenie ma bardzo rzadką konsystencję. Należy go cieniutko nakładać. Zbyt duża ilość powoduje rolowanie się korektora, warzenie, ciastkowanie. Nie wspomnę już o tym, że potrafi dość mocno wejść w linie mimiczne. Próbowałam go pudrować różnymi pudrami... W grę weszły pudry sypkie jak i prasowane.

 

Jedyny puder, który się sprawdził jest najnowszy puder sypki od Maxineczki. Reszta pudrów (La Mer, Hourglass, Pur Cosmetics) dosłownie na chwilkę utrwaliły korektor, po godzinie wyglądąłam jak po 8 h noszenia korektora. Pod spodem musi być dobrze wchłonięta pielęgnacja by korektor nie zjeżdżał ze skóry. 


 

Czy mogłabym polecić produkt? To zależy... Jaką macie skórę pod oczami... Moja jest cienka, delikatna i z wiekiem czasu mam linie mimiczne z którymi walczę retinolem. Jeżeli skóra pod oczami jest gładka to myślę, że nie jest to konieczny produkt.


Pozdrawiam

Ania


czwartek, 5 sierpnia 2021

By Wishtrend Mandelic Acid, Tonik łagodzący o działaniu złuszczającym

Z czystym sumieniem muszę Wam napisać, że nigdy wcześniej nie używałam toników złuszczających. Trochę się ich bałam... Miałam dziwne wyobrażenie, że wypalą mi skórę na twarzy.

O tym toniku dowiedziałam się od znajomej. Używałam go kilka razy w tygodniu na noc by złuszczyć martwy naskórek, zmniejszyć przebarwienia, zwęzić pory, wygładzić cerę. Serdecznie mi go polecała, to też w niego zainwestowałam.

 

 


 

Żeby nie zrobić sobie krzywdy zaczęłam go stosować 1-2 razy w tygodniu na noc.

Po ok. 2 tygodniach przeszłam do używania 3-4 razy w tygodniu. Dzięki wstępnemu przygotowaniu cery nie czułam mocnego podrażnienia. Było delikatne szczypanie, ale nic poważniejszego nie zadziało się z moją buzią.

Efekty jakie u siebie zauważyłam były zjawiskowe :D Pory zdecydowanie stały się mniejsze, buźka była gładka jak pupcia od niemowlaka, pomógł mi się też pozbyć podskórnego, bolesnego giganta z brody. Skóra była odświeżona, odżywiona, rozjaśniona. Jak dla mnie super sprawa, naprawdę! 

Boli mnie tylko fakt, że za jedyne 120 ml musimy zapłacić około 100,00 zł i niestety, ale nie wszędzie jest dostępny. Na pewno go znajdziecie na NOTINO i w sklepie LAROSECARE.

Stacjonarnie nigdzie go nie widziałam...



czwartek, 8 lipca 2021

MOKOSH, brązujący balsam do ciała i twarzy

Witajcie kochani! 

 

W końcu mamy ładną pogodę :D 

Słoneczko pięknie świeci, temperatura jest dość wysoka... Można by rzec, że nareszcie doczekaliśmy się lata, a co za tym idzie? Wakacje, pięknie ciałko opalone :p

Wiem, że nie każdy z Nas lubi się opalać, albo i też nie może z przyczyn zdrowotnych... Dlatego myślę, że z pomocą dla takich osób będzie brązujący balsam do ciała i twarzy. Oczywiście można go stosować również dla podtrzymania opalenizny, a nie tylko w fazie nabierania naturalnego kolorytu skórki.

Powiem Wam szczerze, że ja nie znoszę leżeć plackiem na leżaku i się smażyć. Dla mnie to jest katorga, ale znam osoby, które to lubią :p


Przechodząc do rzeczy to ja ochoczo w lato i nie tylko smaruję się po kąpieli właśnie tego typu kosmetykami. Wiem, że jest wiele tego typu produktów na rynku, ale ja postawiłam na dobry skład i wysoką jakość. Nie szukam mazidła, które zawiera w składzie pełno chemii, zapycha mi mieszki włoskowe i daje chwilowe uczucia wygładzenia naskórka itd. Akrylamid, mikroplastiki itp żegnajcie! Szkoda na Was pieniędzy. Balsam brązujący, który dzisiaj chciałam Wam przedstawić nie zawiera takich rzeczy. Bardzo świadomie go wybierałam. Swój kosmetyk kupiłam w KONTIGO, ale z tego co wiem jest też dostępny na stronie internetowej Douglasa, a i w sklepie stacjonarnym, a także w sklepie internetowym marki mokosh, cocolito. Czy gdzieś jeszcze? Tego nie wiem, ale domyślam się, że i na allegro go znajdziecie. Ja za swój zapłaciłam 79,00 zł, ale widziałam, że na stronie www.mokosh.pl jest po 63,00 zł, więc fajna cena. Produktu mamy 180 ml. Wydaje się dość mało, ale jest naprawdę bardzo wydajny. Super się rozkłada na skórze, nie zostawia przy tym plam, smug, zacieków. 

 

 

Kolor ma naprawdę bardzo ładny. Absolutnie nie pomarańczowy! :P Jeszcze jedna ważna rzecz... nie śmierdzi jak niektóre samoopalacze. Nic z tych rzeczy! Strasznie mi się w nim podoba to, że stopniowo daje ciemniejszy koloryt na skórze. Jeżeli używamy go codziennie to w sumie już po kilku zastosowań widać sporą różnicę. Zaznaczam raz jeszcze, że nie będzie tutaj po jednym użyciu efekt samoopalacza. W tym przypadku nie tędy droga... Na twarzy go nie używałam, więc się w tej kwestii nie wypowiem, ale może ktoś z Was go też posiada i jest w stanie napisać jak się zachowuje na buzi?

Ja ze swojej strony serdecznie Wam go polecam. Produkt jest wart swojej ceny. Super się stosuje, ma bardzo dobry skład, ładnie pachnie, przyjemnie nawilża, przyciemna skórę, nie uczula, nie zapycha... A wiecie, że ja mam do tego dość duże predyspozycje.

 

Pozdrawiam.

Ania




 



poniedziałek, 3 maja 2021

DRUNK ELEPHANT - Żelowe serum do twarzy

Hejcia Kochani!





Od jakiegoś czasu zabieram sie za napisanie recenzji na temat serum do twarzy od Drunk Elephant...
Ciezko mi to idzie, bo nie wiem do konca co tu dobrego napisac?
Moze zaczne od tego, że serum kupiłam w sklepie internetowym. Z tego co się orientuję to teraz jest już dostępny w Sephorze, ale nie wiem, czy tylko online, czy także stacjonarnie...
Zresztą mniejsza z tym! Kupując te serum miałam ogromną nadzieję, że spełni moje oczekiwania, a były one takie...
Nawilżenie. Nie dużo chciałam, prawda?
Problem polega na tym, że kosmetyk ten nie robi kompletnie NIC. W mojej ocenie jest to kompletna strata kasy. Chciałam mieć coś lepszego, a zamiast tego kupiłam coś żelowego, które nic nie robi 🙄

Mieliście coś z tej firmy?

poniedziałek, 19 kwietnia 2021

La Mer, Hydrating Illuminator - rozświetlacz do twarzy


Jakiś czas temu do Perfumerii Douglas trafił nowy rozświetlacz w kremie z firmy La Mer.
Ogromnie mocno byłam nim zainteresowanie tylko jak zawsze ja mam takiego pecha, że u mnie w Perfumerii nie ma marki La Mer i jak zwykle produkt musiałam ściągać z innego Douglasa do tego najbliższego w moim mieście. Na całe szczęście udało mi się to zrobić i nawet długo nie musiałam czekać na dostawę. Wszystko przebiegło szybko i sprawnie. Brawa dla Douglasa :)


Co do samego produktu to na początku kombinowałam jak go używać. Myślałam nad kilkoma wariantami. Opcją pierwszą było używanie go jako kremu do twarzy na dzień, opcją drugą mieszać go z podkładami do twarzy i wreszcie trzecią nakładać jako typową bazę pod makijaż. Na dzień dzisiejszy używam go jako opcję 1 i 3. Jako krem na dzień dla mojej bardzo suchej cery jest za słaby, muszę wspomagać się dodatkowo innym kremem. Ja robię tak, że nakładam wpierw nawilżający krem do twarzy z firmy Glam Glow, a na to następnie rozświetlacz z La Mer. Wtedy moja cera nie odczuwa ściągnięcia, napięcia. Jest przyjemnie nawilżona i na takim efekcie mi zależy. Tym samym mam już buzię przygotowaną pod makijaż, bo rozświetlacz działa jako baza pod makijaż. Podoba mi się 'różowa perła', która w nim się znajduje. Cera od zaraz nabiera pięknego kolorytu, blasku.



 Myślę, ze super to będzie wyglądać u skór poszarzałych, zmęczonych. Oczywiście na innych też to będzie pięknie wyglądać, ale szczególnie z uwzględnieniem dojrzałych cer. 
Jako kremowy rozświetlacz sprawdza się SUPER! Jestem z niego zadowolona i cieszę się, że mam go w swojej kosmetyczce :) Polecam Wam go spróbować :)

Miałyście go?

Pozdrawiam! 


czwartek, 15 kwietnia 2021

Veoli botanica - nawadniający krem do twarzy

Witam Was Kochani!

Dawno mnie tu nie było... Ale już jestem 😃Przychodzę dzisiaj do Was z kremem do twarzy z Polskiej firmy Veoli Botanica.

 




Krem kupiłam przypadkiem w Drogerii Koliber w Pszczynie. Wracając do domu wstąpiłam do owej drogerii po zwykle zakupy. Przy okazji chodzenia po sklepie moim oczom ukazała się naturalna, nie testowana na zwierzętach Polska marka kosmetyczna. Nie mając nigdy nic z tej firmy do koszyka wrzuciłam nawadniający krem na dzień, tak na spróbowanie... Nie miałam za bardzo pewności jak kremik się u mnie sprawdzi  zaryzykowałam i kupiłam go. 

Krem znajduje się w szklanym pojemniczku. Zaskoczyła mnie jego pojemność. Z reguły każdy krem zawiera 50 ml, a ten dla odmiany ma aż 60! To jednak 10 ml więcej niż standardowe kremy.

Przejdźmy może do konsystencji, a ta jest gęsta, maślana. Mimo, że produkt nie jest dedykowany na noc... Domyślam się, że krem na noc będzie jeszcze bardziej treściwy od tego na dzień. Jego żółty kolor nie pozostaje na skórze. Szybko się wchłania, nawet nałożone pod serum nawadniające z innej naturalnej marki. Nadaje się pod makijaż, nie roluje się. Świetnie utrzymuje nawilżenie. Początkowo czuć go na twarzy, ale po jakimś czasie (ok. 15-20 minut) ładnie się wchłania. Zostawia delikatny blask na buzi. Myślę, że śmiało go mogę polecić skórą suchą, normalnym. 

 

Miałyście ten krem?


wtorek, 25 lutego 2020

Giorgio Armani Prima, CC Cream (SPF 35/PA +++)

PODPIS




Już jakiś czas temu na Polskiej stronie Perfumerii Douglas znalazł się w ofercie najnowszy CC cream od Giorgio Armani. Początkowo nie zwróciłam na niego szczególnej uwagi, bo ostatnio coraz więcej firm wypuszcza nowe podkłady, kremy CC itd. Kiedy jedna z Youtuberek omawiała go na swoim kanale zaciekawiła mnie jej recenzja. Brałam pod uwagę fakt, że mam cerę nadwrażliwą i byłoby miło wpierw przez co najmniej kilka dni przetestować próbkę najnowszego CC kremu. Niestety nie było mi to dane, bo w najbliższej Perfumerii Douglas nie mam marki Giorgio Armani. Poczyniłam więc zakupy w ciemno. Stwierdziłam, że w razie, gdy mnie uczuli to przecież mogę produkt odesłać. To moja cera dyktuje co jej pasuje, a co nie.Wzięłam kolor nr 3, a  dlatego taki, że w było jeszcze lato... Do tego jestem opalona i nie mogłabym wziąć nic jaśniejszego, bo zwyczajnie wyglądałabym komicznie ;)
Na chłodniejsze dni raczej brałabym dla siebie odcień nr 2.
Powiem Wam szczerze, że jest to NAJLEPSZY, tak właśnie tak NAJLEPSZY krem CC z jakim miałam do czynienia. Jest niezwykle lekki przy czym potrafi subtelne niedoskonałości skorygować. Krycie można z powodzeniem budować, nawet pokuszę się o zdanie, że kryje lepiej niż nie jeden krem BB. Przepięknie prezentuje się na twarzy, nie jest wyczuwalny. Nie wchodzi w pory, nie maże się, nie podrażnia i nie uczula. Zostawia na twarzy ZDROWY blask.
Pałam zachwytem nad tym produktem. Oczarował mnie swoją formułą, i tym jak wygląda i się nosi. Dla mnie na ten moment nie ma nic lepszego, naprawdę. Dla przypomnienia jestem posiadaczką cery suchej, przesuszonej, bywa, że i odwodnionej. Na dodatek borykam się z nadwrażliwością :/
Jeżeli macie możliwość dorwać próbkę w Perfumerii to bierzcie i nawet się nie zastanawiajcie ;) Myślę,  że większość z Was będzie zadowolona :) 
Przepraszam za jakość zdjęcia, ale tylko te udało mi się odzyskać :(

sobota, 6 października 2018

FENTY BEAUTY BY RIHANNA Pro Filt'r Soft Matte Longwear Foundation - Podkład do twarzy


Nareszcie zawitała do Polskiej Sephory marka kosmetyczna "Fenty Beauty By Rihanna". Troszeczkę musieliśmy na nią poczekać, ale cieszmy się, że w końcu już jest :)
Usłyszawszy wiele pozytywnych opinii na temat podkładu od Rihanny skusiłam się na jego zakup.
Zakup poczyniłam w ciemno, bo do końca nie wiedziałam jak się u mnie sprawdzi, ale ja lubię ryzykować ;) Niestety nie zawsze wyjdę na tym dobrze, no ale... "kto nie ryzykuje, nie pije szampana ;) ".
Podkład jest w szklanym opakowaniu, posiada plastikową zakrętkę, ma pompkę co mnie bardzo ucieszyło. Wybór odcieni jest ogromny, bo aż 40! Nie kojarzę by jakakolwiek firma kosmetyczna wypuściła TAK DUŻĄ gamę kolorystyczną podkładu. Za to się chwali :)
Wykończenie podkładu jest półmatowe. Zdecydowanie nie jest to płaski mat. Co to to nie...
Konsystencję ma lekką, niewyczuwalną, przyjemną.
Podkład ładnie siedzi na skórze, ale musi mieć pod spodem bazę do twarzy. Najlepiej tą od Rihanny, ale świetnie też się sprawdza baza z Sisleya.
Utrzymuje się na buzi bardzo długo, i to bez poprawek. Jak widzicie piszę o nim same superlatywy... No, ale niestety nie ma tak dobrze :/ Ma jedną ogromną wadę. ZAPYCHA. Po kilku dniach moja twarz prezentowała się paskudnie, okropnie. Wyglądałam jakbym trądzik młodzieńczy przechodziła :o :o

 No coś strasznego... O ile podkład w żadnym stopniu mnie nie uczulił, o tyle pozatykał mi pory po czym moja cera wyglądała jak jeden wielki wulkan. Do dzisiaj leczę twarz... Nie wiem ile mi to jeszcze potrwa, ale uwierzcie mi nie prezentuję się atrakcyjnie :/
Nie pamiętam by jakikolwiek podkład wyrządził mi takie coś na twarzy... No koszmar :/
Jedyny sposób by go zużyć i nie wyrządzić sobie krzywdy jest noszenie go co drugi/trzeci dzień. Zdecydowanie nie codziennie, ale nie wiem, czy gra jest warta świeczki. Chyba spróbuję mu znaleźć nowego właściciela i mam nadzieję, że chociaż tej osobie się podkład sprawdzi.



Prawie bym zapomniała... Podkład oksyduje i to od 1 tonu do 2 tonów. Weźcie to pod uwagę, bo ja kupując kolor 260 nie miałam pojęcia, że będę wyglądać jak mulatka. Musiałam się ratować białą farbką z Make Up For Ever aby rozjaśnić sobie podkład.
Ja na kilometr uciekam od tego produktu. Podkład kompletnie się u mnie nie sprawdził :/
Niestety ze swojej strony nie mogę Wam go polecić :/

Pozdrawiam
Ania



sobota, 29 września 2018

Chanel, CC Cream - Kompleksowa korekcja SPF 50/PA +++

Większość z Was już pewnie wie, że poprzednia wersja CC creamu od Chanel została na jakiś czas 'wycofana' z Perfumerii. Nikt nie wiedział czemu tak się stało? Co było powodem?
Aż tu nagle wieść  niesie, że nie lada moment w Perfumeriach ponownie będzie dostępny CC od Chanelki. Oczywiście w nowej, ulepszonej formule. Nie inaczej ;)
Starą wersję bardzo lubiłam. Choć była dla mnie za ciężka na lato tak na jesień, zimę się sprawdzała :) Nowa wersja ma dużo lżejszą konsystencję. Jest wciąż gęsta, ale nie aż tak jak ta wcześniejsza.
Krycie dalej jest dobre, powiedziałabym nawet, że baardzo baardzo dobre jak na krem CC. Spokojnie można dokładać warstwy dzięki czemu uzyskamy jeszcze większe krycie. Mnie osobiście jedna cienka warstwa wystarcza na wyrównanie kolorytu cery, przykrycie drobnych niedoskonałości.
Nie lubię mieć tapety na twarzy wówczas nakładam go w minimalnej ilości.
Produkt ma dla mnie jedną wadę (pomijając cenę). Zawiera w składzie śliwkę murunga, która ma ogromną ilość witaminy C. A jak wiemy witamina ta działa na początku (przynajmniej u takich osób jak ja) nadreaktywnie, podrażniająco. Przez pierwszy tydzień testowania CC kremu zawsze na około 20 minut (od momentu nałożeniu) czułam dyskomfort na buzi. Cera automatycznie stała się różowa i ciepła. Po tym czasie wszystko mijało. Po około tygodniu twarz oswoiła się ze stężeniem witaminy C i skóra przestała źle reagować.


Teraz najistotniejsza kwestia. Jak się zachowuje CC krem na twarzy? Bez bazy wygląda pięknie. Nie powchodził mi w rozszerzone pory, nie ciastkuje się, nie warzy. Skóra jest ujednolicona, świetlista, napięta. Nie wygląda sztucznie. Wiadomo, że nałożony na bazę wygląda obłędnie, ale równie dobrze prezentuje się i bez niej. Rozprowadza się bardzo równomiernie, sunie gładko po twarzy. Nie tworzy nieestetycznych placków, smug. Dostaje dużo komplementów kiedy mam go na buzi, więc coś musi w nim być :)
Polecam, nie polecam?

Sam produkt wywołał u mnie wielkie WOW i  być może będąc w sklepie sięgnę nieraz po niego... Acz wydaje mi się, że tak jak poprzednia wersja będzie lepszy na jesień (czyli na teraz), zimę i początek wiosny. Nie jestem pewna, czy w lato (upały powyżej 30 stopni) się sprawdzi. Raczej spodziewałabym się tego, że spłynie mi z twarzy.
Zdjęcie ze swatchem dodam później. Jakby ktoś by pytał to posiadam odcień nr 30 beige.

Pozdrawiam
Ania


czwartek, 30 sierpnia 2018

BECCA Hydra-Mist Set and Refresh Powder - Puder utrwalający

PODPIS

Nadchodzę z recenzją najnowszego pudru utrwalającego od Becca... ;) A tak serio to z przyjemnością napiszę Wam o swoich przemyśleniach względem tego cacka.
Po pierwsze i co najważniejsze (jak dla mnie) puder ściągałam z zagranicznego sklepu online, bo u Nas oczywiście go nie było. Dopiero od niedawna jest dostępny na www.sephora.pl
Żeby Was nie skłamać mam go bodajże od początku maja tego roku. Mogę nieznacznie się mylić, ale jakoś mniej więcej w tym czasie pokusiłam się o jego zdobycie.
Najbardziej byłam ciekawa "wilgotnego pudru". No bo... jakby na to nie patrzeć to jest kompletne zaprzeczenie tego co do tej pory było wypuszczane na rynek. Dumałam więc sobie jak może być wilgotny puder? Niby jak to zrobili?... Jak już paczka do mnie dotarła, otworzyłam zawartość opakowania to faktycznie miałam do czynienia z wilgotnym sypańcem. W dalszym ciągu byłam w szoku, ale tym bardziej z wielką ochotą zaczęłam go testować.


Mamy do czynienia z półtransparentnym proszkiem, który fenomenalnie sprawdza się do twarzy, acz nie do końca pod oczami. Zostawia przepiękne wygładzenie, efekt photoshopa, którego tak pragniemy mieć. Nie ma tendencji do ważenia się, wchodzenia w pory, podkreślanie suchych skórek, robienia smug. Bardzo ładnie matuje cerę, nie jest to płaski mat. Myślę, że lepiej się sprawdzi przy cerze normalnej, suchej, ale nie przesuszonej. Przy cerach tłustych i mieszanej raczej bym sobie go odpuściła, bo zwyczajnie nie będziecie z niego zadowolone. Ja mając cerę suchą zostaję zmatowiona na dobre 7 h, raczej nie dłużej. Nie zauważyłam by kłócił się z jakimkolwiek moim podkładem, kremem BB, czy też CC. Raczej współgra ze wszystkim co mam na twarzy.



Jest jedna kwestia, która mnie trochę zdziwiła i zirytowała... Puder po czasie staje się suchy jak każdy inny tego rodzaju produkt. Innym słowem wysycha w opakowaniu! Zastanawia mnie dlaczego tak się dzieje skoro za każdym razem domykam wieczko. Nie ma opcji bym go źle zamknęła. Zawsze sobie tego pilnowałam, a tu masz Ci los... suchar mam w opakowaniu :/ Żeby tego było mało po ok. 2/3 tygodniach był już suchy.
W moim odczuciu puder jest godny uwagi. Pomińmy fakt, że wysycha... Ale jaki efekt zostawia na twarzy :) Dla mnie to jest mistrzostwo świata :) Za każdym razem kiedy mam go na buzi dostaję komplementy i zapytanie co to takiego? :) To chyba o czymś świadczy, prawda? :)

Pozdrawiam
Ania


sobota, 18 sierpnia 2018

Glamglow Waterburst Moisturizer - Krem do twarzy

PODPIS
Dokładnie od 22 marca jestem szczęśliwą posiadaczką kremu do twarzy z firmy GlamGlow. Z dostępnością tego produktu łatwo nie było. Byłam zmuszona przeczekać aż mój Douglas będzie miał na stanie najnowszy krem do twarzy wspomnianej wyżej marki. Poprosiłam Panią sprzedawczynię by mi jedną sztukę odłożyła (nie chciałam jechać w ciemno na zakupy), a tak dostałam informację, że krem jest już na stanie i mogę sobie po niego podjechać :)

Opakowanie jak dla mnie jest plastikowe (tym lepiej w razie upadku). Szkoda tylko, że trzeba wsadzać paluchy do środka by wydobyć produkt. Można jeszcze użyć szpatułki, ale szczerze mówiąc nijak jest mi to po drodze. Na szczęście kremu używam tylko i wyłącznie na sobie, więc nie muszę się martwić o dodatkowe bakterie (oczywiście przed każdym zastosowaniem myję ręce :P) ;)
Konsystencja jest wodnista, myślę, że jest to najbardziej trafne słowo. Mam wrażenie, że wklepuję w siebie wodę :D Brzmi irracjonalnie, ale ten kto ma ten krem ten wie o czym piszę ;) Kolor kremu jest błękitny co widać na zdjęciach. Przejdźmy teraz może do ceny, która zbyt niska nie jest.


 W Douglasie i Sephorze kosztuje 209,00 zł za 50 ml. Jak dla mnie cena jest adekwatna do jakości. Dla mnie osobiście (a nie zapominajcie jak bardzo wrażliwą, alergiczną mam buzie) działa cuda. Non stop w zimie borykałam się z odwodnioną, ściągniętą cerą. Szczególnie mocno we znaki dało mi popalić czoło. Ściągnięcie było tak mocne, że w pewnych momentach miałam tego serdecznie dosyć. Nie wiedziałam już co mam zrobić by sobie ulżyć. Cudowałam, kombinowałam, szukałam i w końcu znalazłam ulgę dla mojego czoła. Pierwszy raz kiedy go nałożyłam na twarz bałam się reakcji alergicznej. Kiedy tylko zauważyłam, że moja cera się nie buntuje wiedziałam, że mogę go dalej testować. Też tak zrobiłam... Przez bite 3 msc każdego dnia krem lądował na mojej twarzy. Wnioski? Mogłabym się kłaniać temu co wymyślił tak genialny krem do twarzy. Doznałam niesamowitej ulgi. Skończyły się czasu uporczywie ściągniętego, szorstkiego i wiecznie niezadowolonego czoła. Stan skóry definitywnie się poprawił. Czułam niesamowite nawilżenie, ukojenie. Absolutnie nie miałam klejącej warstwy. W żadnym wypadku nic mi się nie rolowało, nie zapychało i co najważniejsze nie uczulało. Dla mnie bomba, a nie krem. Ogromnie się cieszę, że pokusiłam się o jego zakup. Mam tylko nadzieję, że zostanie już na lata w ofercie GlamGlow.
Zdecydowanie krem został moim faworytem. Jeśli chodzi o nawilżenie to krem jest najlepszy z wszystkich kremów jakie do tej pory testowałam, a i opisywałam na blogu.
Póki co nie zamienię go na nic innego.
Serdecznie Wam go polecam :)


Wszystko to, co kobiety kochają :)